Strona główna Archiwum Forum Mapa ogrodów O nas Kontakt

Pokaż wątki Pokaż posty

Legendy, baśnie, podania... o kwiatach, drzewach, roślinach

elzbieta_b
Dscn0177

Dołączył: 04 wrz 2012
Skąd: woj. mazowieckie
Posty: 208
Dodany 07:33, 05 lut 2013
Piękny wątek
hanka_andrus
Portret

Dołączył: 20 lis 2010
Skąd: Koszalin
Posty: 27173
Dodany 22:03, 11 lut 2013
Białe lilie- wg mitologi Parandowskiego
--------------------------------------------------------
Herakles - syn Dzeusa i Alkmeny wychowany przez matkę ojczyma Amfitriona. Jako niemowlę został zabrany do nieba, gdzie ojciec położył go przy piersi śpiącej Hery, aby dać mu nieśmiertelność. Hera jednak obudziła się i znienawidziła chłopca, a krople mleka które jej spadły stworzyły Drogę Mleczną na niebie i białe lilie na Ziemi.
---------------
Lilie wplecione były we włosy muz i zdobiły płaszcz Zeusa.
Dla Rzymian lilia symbolizowała nadzieję, kwiat ten poświęcali Junonie.

Od wieków lilia była oznaką godności królów i symbolem niewinności.
Lilie w heraldyce oznaczają niewinność, jak też: światło, piękno, chwałę.

Lilia symbolizuje królewskość, chwałę, majestat, odrodzenie, wstydliwość, dziewictwo, szczęśliwość, boskie gody, przebaczenie, kuszenie, skruchę, Zmartwychwstanie, zwiastowanie, wiosnę, piękno, wdzięk, miłość, Opatrzność, płodność, pożądanie, piękno kobiece, Księżyc, światło, siwiznę, kłamstwo, pretensjonalność.

W chrześcijaństwie lilia symbolizuje niewinność, Matkę Bożą, czystość, nadzieję. Jest atrybutem Chrystusa, św. Józefa, Franciszka z Asyżu, Antoniego Padewskiego, św. Klary, Katarzyny ze Sieny.



____________________
Ogródek Hanusi - jeszcze jeden sezon 2016 Ogródek Hanusi - kolejny sezon * Ogródek Hanusi po zimie
Dzidka
226752382476677478d06c

Dołączył: 27 lip 2010
Skąd: Gliwice
Posty: 2765
Dodany 21:30, 23 lut 2013


To zdjęcie przypomniało mi taką historię.



Nozomi, czteroletnia dziewczynka pod nieobecność ojca, który przebywał w Pekinie, pozostaje pod opieką krewnych.
Dziewczynka bardzo tęskni za ojcem. Pewnego razu bez wiedzy opiekunów wsiada do pociągu, by pojechać do ojca. Wiele razy przesiada się z pociągu na pociąg. Podróż trwa kilkanaście dni.
Niestety, dziecko jest tak wycieńczone podróżą, że po przyjeździe umiera na rękach ojca.

Wuj dziewczynki /hodowca róż/ imieniem dziewczynki nazwał wyhodowaną przez siebie różę

Zdarzenie to miało miejsce w latach sześćdziesiątych i było opisywane przez japońską prasę

____________________
Dzidka - To właśnie tu
zapomin

Dołączył: 06 lis 2014
Posty: 1
Dodany 17:20, 06 lis 2014
Oto moja autorska baśń o topinamburze. Poproszę litościwą duszę o dopięcie jakiegoś zdjęcia w komentarzu bo nie posiadam akurat

TOPINAMBUR
Była sobie raz dziewczynka. Miała pięć lat. Zachorowała i zamiast pójść do przedszkola, musiała zostać w łóżku. Co za nuda. I te niedobre lekarstwa, trzy razy dziennie. Niby o smaku truskawkowym. Fuj! Niech sobie sami piją i zobaczą, co to za truskawki!
Dziewczynka właśnie się obudziła. W pokoju panowała cisza. Duży drewniany zegar z wahadłem stojący pod ścianą ciął tę ciszę na krótkie, równe odcinki. Na stoliczku przy łóżku stał wazon pełen pięknych kwiatów. "Dziadek był" - pomyślała z uśmiechem dziewczynka.
Dziadek często przynosił im do domu kwiaty. Te dzisiejsze, takie miniaturowe słoneczniki z dużymi liśćmi, mają dziwną nazwę, ale nie umiała sobie jej przypomnieć: topanim? topibur? Jakoś tak. "Niefajnie jest tak leżeć i nic nie robić" - myślała. - "Szkoda, że dziadek nie został".
Bardzo lubiła dziadka, bo zawsze wymyślał świetne zabawy. I umiał opowiadać bajki. Nie wiadomo, skąd je brał. Dziewczynka uważała, że śpią w jego głowie i kiedy tylko dziadek chce, budzi którąś z nich.
Wsłuchała się w odgłosy domu, ale nic nie mąciło ciszy. Tylko miarowe tyk-tyk. Rozejrzała się po pokoju. Okno, plama październikowego słońca na ścianie, szafa, regał z lalkami i klockami. Ale co to tam siedzi w rogu pokoju! Wygląda na wielkiego zielonego pająka! Przestraszona nakryła się kołdrą. Niczego nie bala się tak bardzo jak pająków. Po pewnej chwili ostrożnie uchyliła kołdrę i spojrzała w tamto miejsce. Pająka nie było.
"Całe szczęście" - uspokoiła się. Ale w tej samej chwili zobaczyła na kołdrze wielkie, zielone skrzydlate stworzenie z długimi ruchliwymi wąsiskami.
- Aaa! - krzyknęła z przerażeniem.
- Nie bój się mnie! - usłyszała srebrzysty głosik.
Zaskoczyło ją to tak bardzo, że strach natychmiast ustąpił miejsca ciekawości.
- A kto ty jesteś? - zapytała.
- Jestem pasikonik - odpowiedział stworek - Nie bój się. Nie gryzę.
- A skąd się tu wziąłeś?
- Przyniósł mnie twój dziadek razem z bukietem topinamburów. Chciałem sobie pójść, ale okno jest zamknięte.
- Zaraz ci pomogę - rzekła dziewczynka i spuściła nóżki z łóżka.
- Chwileczkę. Skoro tu jestem, to opowiem ci bajkę - zaćwierkał pasikonik. - Przecież masz ochotę na wysłuchanie jakiejś historyjki, prawda?
- Pewnie! - krzyknęła dziewczynka.
- Więc wskakuj pod kołdrę - zakomenderował zielony owad - i spójrz na bukiet.
Dziewczynce wydało się, że pasikonik zachowuje się podobnie jak dziadek, choć miał zupełnie inny głos: srebrzysty i cichy.
- Te kwiatki wyglądają jak pióropusze Indian - powiedziała.
- Patrz! patrz! - skrzypiał pasikonik.
Nagle liściaste łodygi kwiatów zaczęły się powiększać. Stawały się coraz wyższe i grubsze. Po chwili zamieniły się w las drzew.
- Gdzie ja jestem? - zapytała zaskoczona dziewczynka.
- Nie bój się! - strzyknął pasikonik tuż przy jej uchu. - To jest wielka puszcza w Ameryce, ale ze mną się nie zgubisz.
Było parno. Między gałęziami z liany na lianę przeskakiwały jakieś futrzaste, hałaśliwe stworzenia. Zewsząd odzywały się ptaki. Niedaleko, na wielkim liściu, siedziała fioletowa żabka w żółte i czarne kropki. Puszcza tętniła życiem. Wtem z zarośli wynurzyło się kilka postaci. Głowy Indian w żółtych pióropuszach przypominały kwiaty z wazonu dziewczynki. Wojownicy przedzierali się przez gęstwinę, tnąc gałęzie długimi nożami.
- Ten pierwszy ma na imię Topinambur - wyjaśnił szeptem pasikonik. - Jest synem wodza Tapineteko, który sprawuje władzę nad plemieniem Topacubra. Długo już wędruje ze swoją drużyną w poszukiwaniu lekarstwa dla ojca. Wódz ciężko zachorował i żaden z okolicznych czarowników nie wiedział, co to za choroba, ani tym bardziej jak ją wyleczyć.
- Ciekawe czy lekarstwo też będzie miało smak truskawek. - skrzywiła się dziewczynka.
- Tego nie wiem. Najstarszy czarownik powiedział, że może tu pomóc tylko cudowny korzeń, który rośnie za siedmioma górami, siedmioma puszczami i siedmioma morzami.
- To chyba daleko - zauważyła dziewczynka. Umiała już policzyć do dziesięciu, ale dodanie siedmiu do siedmiu i jeszcze do siedmiu wydawało się jej niezwykle trudne.
- Bardzo daleko - skrzypnął pasikonik. - I nikt nie wiedział, jakie niebezpieczeństwa mogą czyhać na śmiałków, którzy podjęliby się wyruszyć w taką podróż. Ale dzielny syn wodza kochał ojca i uznał, że to jego obowiązek.
- Dlaczego oni idą? nie mają koników? - zdziwiła się dziewczynka.
- To się dzieje dawno temu - zaszczebiotał owad - w czasach, gdy Indianie nie znali jeszcze koni. Zresztą popatrz: przez tak gęstą puszczę nie dałoby się przejechać konno.
Dziewczynce znów się wydało że w zachowaniu jej nowego zielonego przyjaciela jest coś z dziadka, ale nie umiała powiedzieć, co to, więc zapytała:
- A czy daleko do tych siedmiu gór?
- Pokażę ci - odparł pasikonik.
Po chwili dziewczynka poczuła, że coś ją delikatnie obejmuje i unosi w górę, ponad gęste gałęzie, ponad korony drzew. Jednocześnie w myślach przesuwały się obrazy. Mozolna wędrówka przez puszczę, przeprawa przez jakąś rzekę, przedzieranie się przez wąskie skalne szczeliny. Rozejrzała się dokoła. Oniemiała z zachwytu, ale poczuła też strach: oto w dole rozpościerał się zielony dywan, w którym z trudem rozpoznała puszczę. Szybowała wysoko trzymana przez pasikonika zielonymi łapkami. Nie wiadomo kiedy stał się taki duży.
To ty jesteś teraz malutka - usłyszała srebrzysty głos - a ja mocno cię trzymam. Nic ci się nie stanie! Popatrz na prawo.
- Dziewczynka spojrzała we wskazanym kierunku i zobaczyła majaczące w oddali ostre szczyty górskie.
- Są jak gofry z cukrem - zauważyła.
- To właśnie szczyty siedmiu gór. Są bardzo wysokie i przez cały rok pokrywa je śnieg. To on wygląda jak cukier na gofrach. Nasi wędrowcy już dawno minęli te góry. Teraz idą przez puszczę. Jest tak wielka, że można ją uznać za siedem puszcz. "Zostało im jeszcze siedem mórz..." - pomyślała.
- Odwróć głowę w drugą stronę. Jeśli dobrze się przyjrzysz, zobaczysz i morze. To ta błękitna plama tam, daleko, daleko, za dywanem puszczy. Zaraz tam polecimy. Tu możesz zmarznąć i bardziej się zaziębisz. - to mówiąc, pasikonik skierował lot w stronę błękitnej płaszczyzny morza. Jednocześnie opuszczał się w dół. Dziewczynce spodobała się ta zabawa.
- Leć, leć pasikoniku! - krzyczała zachwycona. Czuła się lepiej niż na największej karuzeli w wesołym miasteczku. Wkrótce znów mogła rozpoznać drzewa, skaczące po nich małpy i ptaki o wielkich kolorowych dziobach.
Szybowali jeszcze kilka minut, aż w końcu wylądowali w miejscu, w którym las się kończył jak ucięty nożem, a zaczynała piaszczysta plaża. Jacyś ludzie pracowali na brzegu. Dziewczynka rozpoznała żółte pióropusze i smagłe twarze Indian z drużyny Topinambura! Młodzi mężczyźni mocowali się z drewnianą łodzią, starając się przesunąć ją w stronę kilku podobnych, już gotowych.
- Musisz wiedzieć, że od czasu, gdy widziałaś ich ostatnio, minęło kilka miesięcy - wyjaśnił pasikonik. - W bajkach takie rzeczy się zdarzają.
- A co oni robią? - zapytała dziewczynka.
- Szykują się do przeprawy przez siedem mórz - rzekł owad. - Właściwie to jest jedno wielkie morze, ocean. Muszą przedostać się do Europy, bo tam rośnie cudowny korzeń, którego szukają.
Nagle wszystko znikło. Dziewczynka znów leżała w swoim łóżku i patrzyła na kwiaty od dziadka. Ich żółte płatki tak bardzo przypominały pióropusze Indian, a liście i łodygi sprawiały wrażenie miniaturowych drzew z puszczy.
- I to ma być koniec?! - fuknęła rozczarowana.
- Nie, to nie koniec - odparł pasikonik.
Znów siedział na kołdrze i ruszał długimi wąsikami w przód i w tył.
- Stało się coś złego - zafurczał. - W czasie wyprawy Topinambura na jego rodzinną wioskę napadli wrogowie, wojownicy z plemienia Matecupara. Od dawna wiedzieli, że wódz jest chory a jego nieustraszonego syna i wojowników nie ma od miesięcy. Matecuparowie wyczekali na dogodną okazję i pewnego dnia, wczesnym świtem, otoczyli polanę, na której stały szałasy Topacubrów. Świsnęły strzały, buchnęły płomienie. Mieszkańcy byli kompletnie zaskoczeni, nie wiedzieli, gdzie uciekać. O obronie nie było nawet mowy. Plemienny czarownik nie miał pojęcia, co robić. Wiedział, że tylko on może uratować swoich pobratymców od śmierci. Wypowiedział więc jedno z najmocniejszych zaklęć, jakie znał. I natychmiast wszyscy mieszkańcy: dzieci, kobiety, starcy, wojownicy i on sam, zamienili się w wysokie liściaste badyle zakończone kwiatami o żółtych płatkach, takich samych jak pióropusze, które nosili. Zaklęcie zadziałało na wszystkich bez wyjątku, w tym na Topinambura i jego drużynę. Od niego właśnie pochodzi nazwa rośliny - topinambur.
- I nie znaleźli lekarstwa? - zapytała zawiedziona dziewczynka.
- Zdążyli znaleźć. Dopłynęli do Europy i gdzieś na terenie dzisiejszej Francji odkryli cudowny korzeń. Wykopali wiele soczystych bulw i właśnie wracali do swoich łodzi, gdy czar zadziałał.
Dziewczynce zrobiło się żal dzielnego Indianina. Tyle trudu tyle czasu i wyrzeczeń i wszystko na marne...
- Mówią, że kiedyś czar pryśnie - szczyrkał pasikonik - i że Topinambur wróci do swojego ojca. Tymczasem łodygi topinambura porastają rowy, brzegi rzek i łąki w Ameryce i u nas. Te kwiaty zerwał twój dziadek przy torach kolejowych. Ale wiesz co? Topinambur cały czas ma lekarstwo przy sobie.
- Jak to? kwiat ma lekarstwo? - zdziwiła się dziewczynka.
- Co ja ci będę mówił. Poproś dziadka na spacerze, żeby ci wyrwał z ziemi łodygę topinambura. Sama zobaczysz - zaszemrał tajemniczo pasikonik.
Nagle usłyszała z korytarza chrobot klucza w drzwiach. "Mamusia albo tatuś" - pomyślała. Stukot obcasów upewnił ją, że to mama. Po chwili drzwi jej pokoju się otworzyły.
- I jak się czuje mój mały kwiatuszek? - zapytała mama. - Nie bałaś się? Wyszłam tylko na chwilkę do apteki.
- Wcale się nie bałam - oświadczyła dziewczynka z dzielną miną.
- Aaa! Co to za paskudztwo! - krzyknęła mama, gdy zauważyła pasikonika, który nadal siedział na kołdrze. Owad jakby zrozumiał, że nie jest mile widziany. Dał susa na bukiet i wtopił się kolorem w gęstwinę liści.
- Ale mamusiu, on był dla mnie bardzo miły. Nie zabijaj go! Opowiedział mi nawet piękną bajkę i zabrał w podróż do Ameryki!
- No to skoro opowiedział bajkę i zabrał w podróż, to zasłużył na odzyskanie wolności - powiedziała udobruchana mama.
Dziewczynka ostrożnie wyjęła z wazonu łodygę z pasikonikiem. Nałożyła paputki, podeszła do uchylonego przez mamę okna i położyła kwiat na parapecie.
- Żegnaj, panie pasikoniku! - szepnęła smutno.
Żal jej było, że musi się rozstać z nowo poznanym przyjacielem. Tymczasem owad powolnym krokiem zszedł z liścia na parapet.
- Pamiętaj, sprawdź na spacerze korzenie topinambura! - ćwierknął i skoczył na krzaki rosnące za oknem. Dziewczynka próbowała go wypatrzyć wśród zieleni, ale na próżno. Wydało jej się tylko, że gdzieś w gęstwinie gałązek poruszają się jego długie wąsiki.
- Mamusiu, a jak długo żyje pasikonik? - zapytała.
- Nie wiem, córciu - mama wzruszyła bezradnie ramionami. - Musisz o to zapytać dziadka podczas najbliższej wycieczki.
Na samą myśl o tym dziewczynka się uśmiechnęła. Postanowiła, że już nie będzie grymasić przy tych wstrętnych lekarstwach o smaku truskawek. Chciała jak najszybciej wyzdrowieć i pójść z dziadkiem na spacer.
irmina82

Dołączył: 18 wrz 2015
Posty: 3
Dodany 10:51, 24 wrz 2015
Działo się to bardzo dawno temu, kiedy Pan Bóg stwarzał świat. Wszystko było już prawie gotowe: gorące słońce, księżyc, gwiazdy, błękitna od mórz i rzek ziemia, przyozdobiona zielenią traw i barwnymi kwiatami. Nie było jeszcze jednak ani jednego człowieka, nie było też żadnego zwierzątka. Na ziemi panowała niezwykła cisza, której nie przerywało nawet brzęczenie komara. Gdybyśmy uważnie nadstawili uszu, moglibyśmy wtedy usłyszeć cichy szum strumieni, które szeptały: „Jaki piękny świat stworzyłeś dobry Ojcze…”. A fale oceanów, uderzające rytmicznie o piaszczyste wybrzeża, szeptały Panu Bogu: „Dziękujemy… dziękujemy… dziękujemy…”.

Nagle dziwny szelest zakłócił tę miłą atmosferę i zwrócił na siebie uwagę aniołów oraz samego Pana Boga.
Były to drzewa, które potrząsały gałęziami i wołały niezadowolone:
-Panie Boże, dlaczego my mamy takie cienkie, brązowe gałęzie? Jak my wyglądamy! Nie możesz nas tak zostawić!
Pan Bóg roześmiał się wesoło i powiedział:
-Cierpliwości, miłe drzewa! Dla was przygotowałem coś specjalnego, ale musicie zaczekać do jutra.
Cóż było robić? Drzewa ucichły i śniły przez całą noc o niespodziance, którą dla nich przygotował dobry Bóg.
Rzeczywiście, nazajutrz, kiedy tylko zaświeciło słońce, gałęzie drzew okryły się pąkami, które rosły, rosły, a potem zaczęły pękać i wyjrzały z nich przepiękne, młodziutkie listki. Listki ubrały wszystkie drzewa w jasnozielone sukienki. Ileż było szumu, ile radości, gdy drzewa pokazywały sobie nawzajem nowe liście i przechwalały się, mówiąc:
-Spójrzcie na moje! Są największe ze wszystkich!
-A moje są jak serduszka!
-A ja mam ich najwięcej!
Nie byłoby w tym jeszcze nic złego, gdyby nie to, że drzewa zaczęły się pysznić swoimi liśćmi, a na koniec wyśmiewać te, które miały listki najmniejsze.
-Spójrzcie na świerk! – wołał klon. – Cóż to za liście?! Małe, chude… to chyba szpilki! Cha, cha, cha…!
-A jodła? Wcale nie lepsza! – wtórował mu jesion. – Uważaj na nią, bo się pokłujesz!
-Popatrzcie na sosnę! – zawołała osika. – Jak to się wystroiła! Nie dość, że te szpilki ma chude, to do tego jeszcze długie. Czy to w ogóle są liście? Czy to w ogóle jest drzewo?
Na koniec drzewa, które miały duże liście, postanowiły, że będą nazywały się „liściastymi”, a te, które miały igiełki, zostały przezwane „iglastymi”. W ten sposób drzewa, na samym początku swego istnienia, podzieliły się na dwie grupy. Nie podobało się to Panu Bogu i aniołom. Nie powiedzieli jednak nic, mając nadzieję, że drzewa same zawstydzą się swojego złego postępowania. Świerk, sosna i jodła oraz inne drzewa iglaste wcale nie martwiły się swoimi skromnymi listkami. Przeciwnie, uważały, że są bardzo piękne i praktyczne. Dlatego wysłały specjalną delegację do Pana Boga, aby Mu podziękować za wspaniały podarunek. Tymczasem drzewa liściaste prędko zapomniały, od Kogo otrzymały swoje liście. Mało tego! Wnet znudziły się im zielone sukienki! Do uszu Pana Boga znowu zaczęło docierać narzekanie.
-Co tym razem wam się nie podoba? – spytał Stwórca.
-Nasze sukienki są takie monotonne – kaprysiły drzewa – a do tego wszystkie mają jednakowy kolor. I to zielony!
-A co w tym złego? – zdziwił się Pan Bóg. – Przecież wyglądacie prześlicznie!
Drzewa iglaste też były tego zdania. Liściaste jednak nie ustępowały:
-Pomaluj nam liście na jakieś ciekawsze kolory – prosiły.
Pan Bóg zmarszczył lekko brwi, ale po chwili odpowiedział:
-Dobrze, stanie się tak, jak chcecie.- A później zawołał- Słońce, mój wierny przyjacielu, mam dla ciebie ważne zadanie. Jutro z samego rana przekażesz ode mnie pocałunki każdemu drzewu. Każdy listek, który pocałujesz, zmieni natychmiast swój kolor. Może ten dowód mojej miłości zawstydzi kapryśne drzewa.
Słońce ochoczo zabrało się do pracy. Następnego dnia przekazywało Boże pocałunki zielonym drzewom, a każdy pocałowany listek nabierał nowej barwy: złotej, czerwonej, żółtej, rudej lub brązowej. I znów okazało się, że Boży podarunek jest dobry i piękny. Cała ziemia aż błyszczała od złotawych, ciepłych barw podarowanych liściom.
Na tym tle pięknie prezentowały się również drzewa iglaste, które zachowały swoje zielone szpileczki. Aniołowie z zachwytem patrzyli na tę grę kolorów i sławili dobrego Boga. Czy myślicie, że zadowoliło to próżne drzewa? Wcale nie! Otóż teraz zaczęły się kłótnie o kolory!
-Ja chcę więcej złota! – wołała topola.
-A ja purpury! Wtedy będę wyglądał bardziej dostojnie! – krzyczał dąb.


-Ja nie chcę brązu! – kaprysiła młoda jarzębina. – Nie pasuje do moich korali!
Tego już było Słońcu za dużo. Z oburzenia i smutku lekko przygasło, a na świecie zrobiło się trochę zimniej.
-Postępujecie źle i niewdzięcznie – powiedziało Słońce.
- Twoje zdanie nas nie interesuje – odrzekły hardo drzewa i zaczęły same malować swoje liście, używając barw całej ziemi.
-Cóż…pozwólmy im robić to, na co mają ochotę – powiedział Pan Bóg. – W ten sposób same wymierzą sobie karę. Ty, Słonko, nie jesteś już im potrzebne, więc teraz możesz sobie odpocząć. Zobaczymy, czy nie zatęsknią za twoimi ciepłymi promieniami.
Od tej chwili Słońce przestało ogrzewać ziemię tak mocno, jak do tej pory. Z każdą chwilą robiło się chłodniej i chłodniej. Drzewa nie zwracały na to uwagi. Poprawiały bez ustanku kolory swoich liści, aż te zrobiły się na koniec brązowe i brzydkie.
Drzewa zaczęły je zrzucać z gałęzi, jeden po drugim, aż wkrótce znów stały się nagie i szare, jak na początku. Tylko drzewa iglaste były nadal otulone płaszczem zielonych listków. Bardzo im się to przydało, bo na ziemi zrobiło się zimno. Mróz skuł lodem rzeki i strumienie. Wszystkim roślinom było chłodno, ale najbardziej marzły gałęzie drzew.
Panu Bogu zrobiło się żal ziemi, a nawet niewdzięcznych drzew, dlatego zamienił krople deszczu w płatki śniegu.
Spadały one prosto z chmur, niby srebrne gwiazdki, i białą kołderką otuliły całą ziemię. Trzeba przyznać, że wyglądało to pięknie. Wszyscy aniołowie z zachwytem spoglądali na to niezwykłe zjawisko. Znów okazało się, że Boży prezent był dobry i piękny.
Tym razem serca samolubnych drzew zadrżały. Było im wstyd. Bardzo, bardzo wstyd. Im dłużej myślały o swojej próżności i niewdzięczności, tym bardziej otwierały swe serca na Bożą miłość. Im więcej miłości było w sercach drzew, tym cieplej robiło się na ziemi. Wreszcie pewnego poranka Pan Bóg powiedział do Słońca:
-Dosyć już śniegu i mrozu! Teraz nadszedł czas zgody, radości i rozkwitu.
Słońce rozgorzało nowym blaskiem i niebawem po śniegu nie zostało ani śladu.
Dookoła zapachniało ziemią, łąki zazieleniły się i pokryły na nowo kwiatami, a na drzewach znów pojawiły się pączki i malutkie zielone listki.
Ile było z tego radości – łatwo możecie sobie wyobrazić – a potem… potem drzewa wysłały do Pana Boga jedno, wybrane przez wszystkich drzewo. Był to dąb. Dąb powiedział tak:
-Przepraszamy Cię, Panie Boże, za nasze złe postępki i z całego serca dziękujemy Ci za wszystkie Twoje dary. Nie zasłużyliśmy na nie, ale Ty zlitowałeś się nad nami i nie opuściłeś nas. Chcemy zawsze o tym pamiętać, dlatego mamy do Ciebie prośbę: spraw, aby co jakiś czas nasze liście zmieniały barwę i opadały. Niech mróz szczypie naszą korę, a śnieg otula nam gałązki, abyśmy nigdy nie zapomniały o naszej niewdzięczności i Twojej miłości. Niech to będzie nauką dla całej ziemi po wszystkie czasy.
I tak się stało. Od tego czasu, co rok na wiosnę, drzewa wypuszczają liście, aby zrzucić je jesienią. Potem, otulone białą, śniegową pierzynką, dumają cicho nad Bożą miłością.
Basilikum
P1110454

Dołączył: 14 cze 2015
Skąd: Bawaria
Posty: 5576
Dodany 20:26, 25 wrz 2015
piekne
____________________
IzaBela Pod Bialo-Niebieska Chmurka*** Wizytowka Zbieramy co siejemy kwiat albo chwast, milosc albo nienawisc, pokoj albo gniew
Basilikum
P1110454

Dołączył: 14 cze 2015
Skąd: Bawaria
Posty: 5576
Dodany 20:33, 25 wrz 2015
ja znam taka:

Bajka o Jablonce

W sadzie na skraju wsi rosly drzewa owocowe: jablonie, grusze, sliwy i czeresnie. W samym srodku tego sadu pewnego dnia gospodarz zasadzil jablonke. Najpierw wykopal duzy dol, potem nalal do tego dolu wody, wsadzil tam drzewko i przysypal jego korzenie ziemia i codziennie ja podlewal. Jablonce bardzo podobalo sie w sadzie. Dookola rosly piekne biale stokrotki, motyle przysiadaly na nich i machaly skrzydlami. Inne drzewa wygladaly pieknie w jesiennych lisciach. Czasami do ogrodu przychodzily dzieci, nazbierac owocow. A noca cale niebo skrzylo sie od gwiazd. Te gwiazdy to bylo najpiekniejsze co jablonka w swoim krotkim zyciu widziala. Takie piekne migocace punkciki. "Ach jak fajnie by bylo miec taka gwiazde tylko dla siebie" pomyslala jablonka, "powiesilabym ja na mojej galazce i moglabym sie jej przygladac tez w dzien i wszyscy by ja podziwiali". Jablonka postanowila zerwac sobie jedna gwiazde z nieba. Wyciagnela swoje galazki, wysoko, wysoko, ale niestety, byly za ktorkie i nie udalo jej sie dosiegnac do nieba. Od tej pory jablonka stala smutna i jedyne o czym myslala to byly gwiazdy.

Pewnego dnia po ogrodzie przechadzal sie Bog. Kiedy zobaczyl, ze mloda jablonka jest bardzo smutno od razu do niej podbiegl. "Co sie stalo? Dlaczego jestes taka smutna?" spytal Bog. "Tak bardzo bym chciala miec taka piekna migoczaca gwiazdke w moich galazkach a jestem za mala i nie moge dosiegnac do nieba, by sobie jedna zerwac". "Kiedy minie zima i jak na wiosne jeszcze troche podrosniesz i zakwitniesz bialymi kwiatami, kiedy z tych kwiatow latem powstana male owoce, ktore beda coraz wieksze i wieksze i kiedy jesienia te owoce beda pieknymi czerwonymi jablkami wtedy dostaniesz ode mnie gwiazde" - obiecal Bog i na odchodnym poglaskal pieszczotliwie galazki jablonki.

Ach jak bardzo ucieszylo sie drzewko. Zakolysalo galazkami i ich szmer byl tej nocy najpiekniejsza muzyka jaka bylo slychac w ogrodzie. Cierpliwie czekala jablonka cala zime, kiedy bialy snieg przykryl sad. Kiedy przyszla wiosna serce jablonki zaczelo mocniej bic, najpierw wyrosly jej piekne zielone listki a potem kiedy pokryla sie bialymi kwiatami wiedziala, ze to juz juz za chwile dostanie od Boga gwiazde. Lato minelo bardzo szybko a kiedy przyszla jesien i jej galezie uginaly sie od wielkich czerwonych jablek wygladala kiedy wreszcie przyjdzie Bog z obiecana gwiazda. Mijaly dni, czesc owocow opadala na ziemie, zaczely tez opadac liscie, robilo sie coraz zimniej a Bog ne nadchodzil. Smutna i rozczarowana zwiesila swoje galazki.

Pewnej nocy Bog znow pojawil sie w ogrodzie.

Jablonka od razu zaczela machac galazkami by do nie przyszedl. "nie dostalam gwiazdy, wszystko zrobilam jak powiedziales i nic nie dostalam" poskarzyla sie smutnym glosem. "Juz dawno masz ja w sobie jablonko, jest w kazdym Twoim jablku."

____________________
IzaBela Pod Bialo-Niebieska Chmurka*** Wizytowka Zbieramy co siejemy kwiat albo chwast, milosc albo nienawisc, pokoj albo gniew
hanka_andrus
Portret

Dołączył: 20 lis 2010
Skąd: Koszalin
Posty: 27173
Dodany 20:42, 25 wrz 2015
Cudowna legenda!
____________________
Ogródek Hanusi - jeszcze jeden sezon 2016 Ogródek Hanusi - kolejny sezon * Ogródek Hanusi po zimie
Dominika11
Dscn0487

Dołączył: 09 kwi 2014
Skąd: dolnośląskie
Posty: 10409
Dodany 22:20, 04 paź 2015
ale super
Malwa
Mlecz2 by piksela d6inf0j

Dołączył: 17 wrz 2015
Skąd: Sanok
Posty: 22
Dodany 13:56, 06 paź 2015
cudowne legendy!
____________________
Radość z kwiatów - to resztki raju w nas...
Korzystanie z portalu ogrodowisko.pl oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce plików cookies