Połowa roku to dobry czas na napisanie paru słów na temat zdrowotności ogrodu.
Nie jestem ekologicznym ortodoksem, ale nie jestem również przewrażliwiona na punkcie zdrowotności roślin i nie zlewam ich chemia z powodu byle czego. Staram się zachować rozsądną równowagę.
Zdecydowanie bio jest jedynie ogród warzywny. W nim stosuję nawożenie obornikiem i gnojówkami roślinnymi, uprawiam zielony nawóz, ściółkuję glebę materią organiczną. W razie problemów stosuję ekologiczne opryski.
Mam dwie komory w kompostowniku o długości dwóch europalet i szerokości jednej. Mógłby być większy, ale w obecnym miejscu trudno byłoby zwiększyć mu gabaryty.
Kompostu wystarcza do podsypania drzewek w sadzie, krzewów jadalnych i róż. Używam go do wypełnienia dołków przy nowych nasadzeniach i uzupełnianiu poziomu po karczowaniach i wykopkach. Jest go za mało, aby ściółkować nim wszystkie rabaty ozdobne.
Ogród ozdobny w większości nawożony jest nawozami sztucznymi. Wiosną azofoską, a jesienią polifoską. Rododendrony nawożone są wczesną wiosną dolistnie, a później doglebowo specjalistycznymi nawozami płynnymi (chelat żelaza, florovit dla kwaśnolubnych), a w lipcu siarczanem potasu.
W tym sezonie niestety nie udało mi się osiągnąć systematyczności w ekologicznych opryskach propionianem wapnia i tymolem. Spora ilość opadów na początku sezonu, a później wysokie temperatury nie sprzyjały wstrzeleniu się z ich użyciem.
Zaniechanie tych działań najbardziej odbiło się na zdrowotności grusz(porażone przez rdzę) oraz porzeczek (deformacja liści).
Mocno wzięłam sobie do serca dbanie o dezynfekowanie narzędzi po każdym cięciu i w tym sezonie nie miałam już problemów z grzybami sadzakowatymi.
Tylko w jednym przypadku użyłam chemicznego środka, aby zwalczyć grzyba na jednym z bukszpanów. Nie pojawił się na szczęście problem ćmy bukszpanowej;może dlatego, że wokół głównie tuje, hakuro i trawniki.
I na zakończenie tego długiego wywodu lipcowe widoki.
Piękne owocniki klona Ginnala.