Zbiera się na burzę, ale czy popada, wiedzą tylko siły natury. W ogrodzie już widać oznaki suszy. Trawnik wysycha, żółkną listki na porzeczkach, truskawki mają sporo owoców, ale drobnych. Całego ogrodu nie dam rady podlać wodą z wodociągu.
Wczoraj był oprysk PW. Grzybowych chorób w ogrodzie nie ma, ale grasuje coś, co podżera liście. Jakiś ten sezon bogaty i w komary, i w mszyce, i inne takie nieokreślone, bo niewidoczne.
Róże wystartowały. Jak na niesprzyjające warunki pogodowe na początku sezonu, całkiem nieźle wyglądają. Kwitnąć nie będzie tylko Veilchenblau. Kwitnie na zeszłorocznych pędach, a te przemarzły.
Jedna z pnących New Dawn wypuściła chyba dziczkę, która zakwitła. Muszę ją oznaczyć nitką i wyciąć pod koniec sezonu. Teraz nie dałabym rady jej wyplątać. Cieszą oko kwiaty piwonii. Sporo w ogrodzie przywrotnikowych i kocimiętkowych plam.