Po pierwsze, wyrwałeś z mojej poprzedniej wypowiedzi tylko część wywodu.
Po drugie - poczta nie musi reklamować, a ja nie muszę z pocztą współpracować.
Po trzecie - czuję się dostatecznie pouczona
Jak to było? "To nie poczta, to my"
Poczta niemiecka, francuska czy brytyjska również odmówi Ci przyjęcia przesyłki w kartonie z jakimikolwiek nadrukami czy starymi etykietami. Chodzi o to, że skanery linii rozdzielających paczki na cały obszar kraju mogą błędnie odczytać kod który jest przypisany danej przesyłce. Poza tym każda poczta, firma kurierska czy spedycyjna posiada własne logo i nie musi za darmo reklamować tego co jest wydrukowane na kartonie przez inną firmę.
Jednak poczta. Jako instytucja, ponosząca odpowiedzialność za jakość obsługi.
Waldku, można oczywiście wyprowadzić cały wywód logiczny, w którym każdy z nas dojść może do swojego celu, ale to nie zmienia faktu, że chyba jako jedyna pozostaje w poprzedniej epoce.
Ale nie chcę już gadać o poczcie i pocztowych paniach, bo pewnie jacyś "my" tu obecni na poczcie pracują i poczuć się mogą dość niekomfortowo. Wszak przecież nie można generalizować, ja pisałam o mojej poczcie.
Mowy nie ma! W tygodniu tylko wieczorkiem, ale w tym to nawet w weekend nie Bo przez ostatnie 3 dni byłam na mojej wiejskiej działce, co oznacza, że ta miejska zapuszczona jak diabli. Trawnik nie skoszony, kulki nie skulkowane (narzędzie się spsuło), chwasty szaleją... Jak tu gości przyjmować?
Chętnie Was ugoszczę w swoich progach w następny weekend.
O matko, ale uczta... Nie znajduję słów, które oddałyby to, co odczuwam, oglądając kadry z tego ogrodu.
To chyba wrócę podelektować się raz jeszcze - może potem cos mądrego napiszę.
Peter? chyba Paul?
A na poważnie - wygląda mi na Paul Farges, czyli Summer Snow. Uwielbiam go. Mój rośnie na ogrodzeniu, pędy mu prowadzę poziomo (przyczepiam), żeby się nie pchał na drzewa. ale już i tak tam wlazł
Ja cię w pełni rozumiem, też zapowiedziałam, że nie wysyłam już roślin, ostatnie posłałam Ani i Alinie i koniec, zbyt to uciążliwe, zwłaszcza teraz dla mnie, ale jak ktoś do mnie wpadnie, chętnie dam, co mam w nadwyżce
Ostatnio wrocławskiego projektanta ogrodu do siebie zaciągnęłam, żeby mi poradził co z czym, bo jestem wyprana z pomysłu, generalnie więcej mi zamieszał, podpowiedzi mnie nie przekonały, ale wyszedł ode mnie z werbena patagońską, bo marzył o niej i pozostaniemy w kontakcie, bo jest chętny do odkupinia niektórych moich nadwyżek, hym, może to nie takie złe, będzie na nowe chciejstwa