Dziękuję, Jolu. O tych jałowcowych dyngusach, to gdzieś czytałam. Miał to dla mnie taki posmak moich doznań z ojcowską "palemką". I w ogóle to miało to chyba oznaczać panowanie męskie w gospodarstwie. "A wy baby do garów" Facet przy patelni? To obraza dla kobiety. Tak nam wmawiano przez wieki. W tym domu rządzę JA i basta! I to nam zostało z tych piastowskich rządów do teraz.
Dlatego i na wsi i w mieście kobiety idą głosować na tego, którego wskaże mąż, albo facet na ambonie.
Ale polityka w ogrodzie też ma swoje granice. Facet do pielenia krzyża nie nagnie, no trawę skosi, po godnie przy kosiarce wygląda, skopie grządkę przez jeden dzień. Jeszcze przypilnuje, żeby było zasiane w ogrodzie, to co on lubi. Chyba, że złapie bakcyla. Ale chwalić się ogrodem, jest gotów stale. Od 15 lat sama uprawiam swój ogród, i nie widzę różnicy, czy tu tylko ja pracuję, czy z małżonkiem. Czas otworzyć oczy. Ja już otworzyłam.
A na dzisiejszą środę ogłaszam poranny przymrozek -2 C. Słońce wychyla się z mgielnej zasłony. Będzie słonecznie cały dzień. Chwile z Wami przy śniadaniu i idę do ogarniania przestrzeni. A potem wyjście na spacer, niestety, bez psa.
Miłego dnia dla Was. I nie szarpcie się przy piekarnikach i kuchenkach. Ile można w siebie naładować? Tle ile zmieści się w garści. Proszę uświadomić ile tych gąb w domu trzeba zatkać. Na jeden rzut garnek żuru, i trochę kiełbasy. Ciasto do kawy i to wszystko. I koszt mniejszy, i kłopot mniejszy.
Wesołych Świąt na spacerach, na wyjazdach, na odwiedzinach miejsc, które dopiero odkrywać będziecie.

