Danusiu Twój kolejny post, to czytanie w moich myślach, ale i ja dodam coś od siebie na jałowce Skyrocket.
Zakupiłam 7 jałowców, co prawda nie Skyrocket, ale
Blue arrow, bardzo podobną odmianę, mniej podatną na choroby, ale jednak także. Kupiłam je dla ich błękitnostalowego koloru, który mi pasował do skarpy w stylu śródziemnomorskim, miał udawać cyprysy. Wiem Danusiu, że jego kolor nazywasz "sinym", ale to już kwestia gustu. Wiedziałam, że łysieje od dołu, ale pomyślałam podsadzę perowskią, budleją, lawendą, będzie ok. Wiedziałam także, że jest podatny na choroby, wyczytałam, że najpopularniejsza to licinek jałowcowiaczek, sprawca ich nieciekawego wyglądu. To motyl, którego larwy drążą tunele w jałowcu, jak schnie, ułamać gałązkę, jak są puste tunele -
licinek jałowcowiaczek. Jeden pan udzielający się na innym forum, właściciel kilkudziesięcioletniego ogrodu z iglaków, kolekcjoner i znawca napisał, że w razie objawów licinka oprysk preparatami systemicznymi 3 razy - koniec maja, koniec czerwca i połowa sierpnia : Marshalem. Diazinon 250 EC, Basudin 25 EC... Bi 58 EC Nowy. Inne preparaty za słabe. Pomyślałam ok, będę pryskać. W tym roku uznałam, że objawy są przystąpiłam do oprysku, zakupiłam Bi 58 EC Nowy. I zdębiałam. Okres karencji dla pszczół 30 dni, a w pobliżu jałowców uwielbiane przez pszczoły lawendy, budleje, perowskie. No poczułam się jak pszczołobójca... Zakładałam worki foliowe w czasie oprysków na kwiaty. Nie sadźmy roślin wymagajacych takich oprysków !!
U mnie młode, pryskane, więc ładne, ale to nie roślina na moje nerwy