Pisałam - to była ściema dla „Onych”
Niestety o NY nie zahaczyliśmy. Za duży kraj na to, żeby jednym wyjazdem ogarnąć tak odległe rejony. Ja bym chętnie zwiedziła również zachodnie wybrzeże… może kiedyś Ale na pewno nie w lecie. Temperatury zabójcze.
Z takich filmowych odniesień, to zaliczyliśmy tylko jedno miejsce… ciekawe, czy ktoś pozna. Szybka fotka i pojechaliśmy dalej
Z tym smakiem to jedynie do głowy przychodzi mi podlewanie, bo przez 3 tygodnie rodzice podlewali dużo częściej niż ja zazwyczaj i większą ilością wody. Ale Ty podlewałaś zapewne tak, jak zwykle.
Postaram się pododawać jeszcze jakieś obrazki -
sporo takich swojskich. Teraz królowały liliowce, czosnki bylinowe, trzcinniki, ale też perowskia. Bardzo dużo drzewek i krzewów wyprowadzane na wielopniowe.
Sporo babtysji. Bardzo mi się podobały rabaty wzdłuż alejki z żywopłotu oddzielającego Lurie Garden od reszty parku.
U Ciebie w ogrodzie każdy metr jest dopieszczony. Miejsca te same, różne ujęcia pozachwycają się fotkami Ci, którzy mają do Ciebie zbyt daleko cieszę się, że po kilku latach mogłam na nowo odkryć Twój zmysł praktycznego podejścia do ogrodu. Bodziszek na murkach to strzał w dziesiątkę. Tawułki i brunery idealne do bezobsługowe części. U mnie brunery nawet wytrzymują pełne słońce wszystko spasowane kolorystycznie po mistrzowsku
Anitko, dziękuję za gościnę, tak wyluzowałam że nie chciało mi się odjeżdżać
Może zacznę od dekoracji i kompozycji, którymi naprawdę możesz się pochwalić
Długo by można pisać. To jest przedziwny kraj, jak dla mnie. Ja już byłam kiedyś - raz w liceum troszkę zobaczyć, drugi raz zarabiać, więc wtedy te 20/25 lat temu, to była ogromna różnica. Teraz nie ma takiej przepaści w dostępności różnorodnych produktów, czy technologicznej.
Widzieliśmy teraz taki wycinek miejsko - autostradowy. Raz tylko przy objeździe zjechaliśmy na drogi rzadziej uczęszczane i widać, że tam już jest bardzo różnie.
W Chicago drogi szerokie, a przestrzeń zielona przy domach raczej symboliczna w tych miejscach gdzie ludzie nie żyją z milionów. Hitem są domki z powciskanymi w rabaty ze sztucznymi kwiatami. Rzadkość, ale oczy bolą.
Budownictwo raczej ulicami spójne. Może wynika to z tego, że budowane w większości obszarami w jednym czasie jakby po kolei. W dzielnicach bogatszych już kawałek ogrodu można mieć. Zieleń miejska bardzo fajna.
Na wsiach bardziej odległych od metropolii już tereny wokół domów większe, ale za to wtedy domy raczej uboższe. Niskie, wąskie, długie, jak z dykty obłożonej „sajdingiem”.
Autostrady momentami po 6 pasów, ale mają już swoje lata i kondycja w porównaniu z naszymi tragiczna. Ogromne samochody, palące niesamowite ilości paliwa z jednym człowiekiem w środku. Wszędzie klimatyzacja aż do przesady. Nam miejscami było zimno. W Walmarcie pakują po dwie rzeczy do jednego plastikowego worka. Z drugiej strony, np. na takiej Florydzie patrole wolontariuszy co rano chodzące i ogradzające miejsca, gdzie żołwie złożyły jaja.
Jedzenie jak dla mnie to miks węglowodanów, tłuszczy i cukrów. Wielkie opakowania. Mleko, olej w galonach sprzedawane. Ogromni ludzie jeżdżący nawet po sklepach jeździkami. Aż mi się przypomniał obrazek z bajki Wall-E
Jedzenie drogie, wejściówki drogie. Tanie ubrania w marketach i paliwo.
Ludzie bardzo uprzejmi. Zagadujący, przepraszający. Mniej znaków na ulicach. Znak „All way stop” na skrzyżowaniach, który u nas by cwaniaków drogowych sprowokował do tego, żeby przechytrzyć innych, tam funkcjonuje świetnie. Ten, który się pierwszy zatrzymał, pierwszy rusza. Raczej nie jeżdżą szybko na autostradach. Jeżdżąc po centrum jeździsz w wiecznych korkach.
Byliśmy 19 dni i z dziećmi, więc nie mogłam się poszwendać po ulicach i porobić fotek takich charakterystycznych, znanych z filmów zabudowań. Gdyby nie ceny biletów to chętnie poleciałabym się właśnie powłóczyć, a tak to chcieliśmy zobaczyć, co się da.