Upał daje w kość. Trawa przypalona, ziemia sucha, a powietrze drży.
Ale mój ogród znalazł sposób, żeby przetrwać i jeszcze błyszczeć. Bynajmniej w niektórych miejscach


Bohaterowie upałów? Liliowce.
Pomarańczowe jak zachód słońca, żółte jak miód. Nie marudzą. Stoją na pełnym słońcu, dzień w dzień otwierają nowe kwiaty i udają, że 40 stopni to dla nich spa.
Te pełne, karbowane kępki przy domu i te smukłe, jednodniowe piękności nad brzegiem — to mój letni pancerz.
A sercem dalszego ogrodu jest staw.
W taką pogodę woda szybko traci tlen, a ryby zaczynają „łapać powietrze”. Dlatego działa fontanna.
Patrzcie na te rozbryzgi na zdjęciach — to nie jest kaprys. To życiodajny natleniacz. Woda spada, rozbija się o powierzchnię, miesza i wtłacza powietrze w głąb. Dla ryb to różnica między „jest ciężko” a „oddychamy normalnie”.
I wtedy dzieje się magia. Siadam na brzegu.
Słyszę plusk fontanny. Widzę jak wierzby i trzciny odbijają się w tafli. Czuję chłód idący od wody.
A do tego... śpiew ptaków wokół. Kosy, sikorki,dzwońce, drozdy gdzieś w trzcinach kryje się trzciniak. To jest ich scena. Staw przyciąga życie.
Nawet bocian codziennie przechadza się wokół niego.
Upał, liliowce, woda, tlen i muzyka ptaków.
Ogród latem to nie jest walka z naturą. To nauka, jak z nią współpracować.
Siadasz na brzegu, patrzysz jak liliowce kiwają się na wietrze, słuchasz plusku wody, śpiewu ptaków

Taką małą chwila wytchnienia i relaksu....

A u Was co ratuje ogród w takie gorące dni?