Wczoraj w kinie bylo super

dobre jedzonko (kazdy z naszych znajomych cos przeniosl i pojemniczki z jedzonkiem wedrowaly w kolko). najbardzoj mi smakowala salatka makaronowa naszej trenerki, ktora przywiozla w malych sloiczkach, dla kazdego sloiczek. Film byl Taki sobie sredni na jeza ale nie o film chodzilo

no a ostatnie 10 minut mielismy wodna niespodzianke. Lalo jak z cebra

wrocilismy do domu przemoczeni do suchej nitki. No ale film oczywiscie widzielismy do konca
pierwsza czesc plotu gotowa
i od strony ulicy