Szkodnik w ogrodzie
Oglądałam kilka dni temu Maję w ogrodzie w którym była mowa o karczowniku i stratach jakie potrafi zrobić.Myślę sobie...to już wolę krety.bardziej Mąż kosił prawie trawnik i zobaczył ,że liście na róży zwiędły,pociągnął a róża wyszła bez ..korzenia.Maiden's Blush, jedna z pierwszych.Nic mi nie powiedział i ja idąc do ogrodu zobaczyłam to
wpadłam do domu z pytaniem "co ci ona zrobiła,że tak ja potraktowałeś"

Pokazał dołek z którego ją wyciągnął
żal mi się zrobiło bo to jedna z tych odpornych na mróz ,wielka już była.
Kolejna,obok też lekko opóżniona ale pomyślałam,że nie zdążyła rozwinąć liści.Z ciekawości pociągnęłam i wyszła bez problemu
To była Stanwell Perpetual- równie stara jak poprzednia.Miałam ją w koszu bo bardzo rozchodziła się na boki.
Chroniłam je od góry a tymczasem wróg zaatakował od dołu.W sklepach nie natrafiłam na środek na karczowniki ale polecono mi na szczury.Wsypałam do wszystkich otworów,zabezpieczyłam i z uwagą oglądam pozostałe krzaki.
Nie wierzę w skuteczność świec dymnych,solarnych odstraszaczy ale może są inne mniej chemiczne sposoby.
Nie muszę dodać,że szkoda mi tych róż.
Podobno różane korzonki im smakują ale żeby ogryżć jak bóbr
Stanwell Perpetual
Maiden's Blush