Długo się zastanawiałam jakie iglaki lubię. Mogłabym wyróżnić kilka:
cyprysik nutkajski - ze względu na malowniczy pokrój;
jodłę kalifornijską - piękne srebrne długie igły;
świerk serbski - pokrój + srebrny delikatny połysk;
płożące jałowce - piękne dywany zastępujące trawnik
Jednym z moich pierwszych marzeń w czasie gdy powstawał mój ogród było posiadanie jodły koreańskiej. Marzenie się spełniło - dziś jest to spore drzewo, posadzone niefortunnie w miejscu, gdzie nie może swobodnie się rozrastać. Pewnie za jakiś czas będę musiała je wyciąć. Tak przy okazji dygresja: po kilkunastu latach ze zdziwieniem stwierdziłam że z moich tak małych na początku krzaczków wyrosły duże drzewa. A przez to ogród stracił swoją formę (na szczęście nie posadziłam tych trzech olbrzymów wymienionych na początku). Niby o tych rozmiarach czytałam, ale było to jakoś mało realne. To na temat mojego ogródka i błędów jakie zrobiłam.
Iglaki mają dla mnie jedną dużą zaletę: przy naszych długich jesieniach i zimach ożywiają nasze otoczenie. Pięknie wyglądają kompozycje z iglaków o róznych kształtach i różnym zabarwieniu igieł.
A to kompozycja z iglaków w moim ogródku, która podoba mi się najbardziej : jałowiec Blue Star, cyprysik groszkowy odm. Squarrosa, jałowiec Tamariscifolia, tuja (chyba odmiana Columna), cis odm. Elegantissima. W tle za garażem olbrzymia tuja, która już rosła w ogrodzie. I żółty berberys do kompletu.