Zaraz za białym płotkiem a przed warzywniakiem mam rząd wiosennych krzewów( lilaki, forsycja, tawuły, jest tam też pęcherznica, hortensja , budleja i jeszcze czerwona róża z ogrodu teściowej. Pomiędzy nimi moje zachciaki, na które nie znalazłem miejsca w przydomowym ogrodzie: klon, jarząbek, wiśnia burgundy.
Kolejny rząd to sosny posadzone wiele lat temu jak jeszcze wiatr hulał po pustym polu. Dały nam w miarę szybką przesłonę. I kolejny rząd to brzozy, które zawsze nam się podobały

U stóp krzewów w pierwszej rabacie z czasem posadziłam hosty, ciemierniki...by by ograniczyć sobie plewienie. Między rzędami krzewów, sosen i brzóz rosło sobie co chciało, a w zasadzie prawie nic nie rosło,jakaś ledwo trawka z chwaścikami bo ziemia tam oczywiście marna, piach albo margiel tam gdzie piach zabrany kiedyś potrzebny przy budowie domu. Poza tym wiadomo : szyszki i igły sypiące się z sosen.
W tym sezonie postanowiłam wkońcu zająć się ty miejscem.
Zaczęłam od wytyczenia krętej ścieżki pomiędzy sosnami a brzozami aby trochę oszukać nudę trzech prawie prostych rzędów drzew.

Tu widać jak łyso było pod drzewami.