Listopad z reguły kojarzy się z deszczem, ciągnącymi się mgłami, zimnem, błotem....
Listopad 2020` był niesamowicie słonecznym i ciepłym miesiącem I było to darem od niebios bo mogłam spokojnie uporządkować ogród i zrobić przynajniej część tego czego nie zdążyłam zrobić we wrześniu i październiku
Aż sie chciało działać w ogrodzie w każdej wolnej chwili... i focić Ach to światło
Po szalonym wrześniu przyszedł październik. Czuć było już jesień choć było ciepło, zdecydowanie cieplej niż w ubiegłym roku. Niestety niewiele czasu na ogród...
Zimowity obwieściły nadejście jesieni - chociaż zakwitły później niż zwykle
A i udało mi się kilka razy wyskoczyć na grzyby.
Uwielbiam chodzić na grzyby, gorzej później ze żmudnym i skrupulatnym ich obieraniem, suszeniem i przerabianiem
Było mnóstwo siewek ale wszystkie wyrwałam (tak mi sie wydawało) Po jakimś czasie gdy zauważyłam że jedna siewka sie ostała i jaki duży krzaczek wyrósł zostawiłam i w efekcie miałam 2 dorodne dynie - każda ważyła ponad 9 kg
A zupę dyniową uwielbiam
Posadziłam też dynie ozdobne w tym m.in. Baby boo od Anitki. Co ciekawe nie wszystkie wygladały tak samo
Po ulewnych deszczach w czerwcu praktycznie w ciągu kilku dni padły mi pomidory w gruncie. To było największe niepowodzenie warzywne.
Natomiast pomidorki koktajlowe zasadzone w donicy pod dachem pieknie owocowały
Drugim niewypałem okazały sie truskawki. Kwitły bardzo obficie i miały mnóstwo zawiązków owoców. Niestety deszczowa pogoda w czerwcu sprawiła, że większość z nich zgniła zanim dojrzała