Straszna u mnie susza. Podczytuję codziennie forum, więc wiem, że z tym problemem też się mierzycie. U mnie brak nawadniania systemowego. Wodę ze studni zbierającej deszczówkę wykorzystuję jedynie do podlewania warzywnika. Drzewa i krzewy jakoś sobie radzą (najgorzej derenie); problem zaczyna być z bylinami. Liście czosnków, to już żółte suchelce. U pozostałych przyrost masy zielonej jest mocno spowolniały. Padać ma dopiero w czwartek, ale prognozy dają jedynie 40-50% szans, że tak będzie. Wciąż nie dokończyłam wzruszania gleby po pozimowym sprzątaniu. Wierzchnia warstwa gleby przypomina beton. Nie da się wbić ani noża do darni (kancikowanie), ani spulchnić ziemi pazurkami. Zbliża się pora sadzenia pomidorów i dyniowatych, a na moich warzywnych zagonkach wciąż są nierozdrobnione grudy przekopanej jesienią gleby. Musiałabym z godzinę albo więcej polewać je wodą, aby rozmiękły na tyle, żeby dało się je rozkruszyć.
Nie nadążam z dolewaniem wody do poidełek dla ptaków. Ostatni raz padało skromnie pod koniec marca. Dodatkowo prawie codziennie wieje, co dodatkowo wysusza glebę.
Trudny sezon się szykuje.
Dobrze, że oprócz ogrodowych smutków są i radości.
Zazieleniło się na froncie. Kwitną (skromnie) rododendrony.