Trochę rojników jednak wody potrzebowały
Cieszę się bo w końcu udało się dosypać kamienia do naszego dołka pod tarasem kiedyś był tu stawik z rybami ale to fiuuu dawno było wracając do tematu chciałam tu kamienny kącik i jest
Jolu, to są niskie iryski, ty zapewne masz te wysokie. One będą kwitły trochę później. Tego floksa zamawiałam przez internet, u nas tych nie widziałam.
Dzisiaj zakwitły kolejne niskie iryski. W tym roku będzie kwitło więcej irysów. Posłużyło im dzielenie i przesadzanie, dobrze na to zareagowały.
Straszna u mnie susza. Podczytuję codziennie forum, więc wiem, że z tym problemem też się mierzycie. U mnie brak nawadniania systemowego. Wodę ze studni zbierającej deszczówkę wykorzystuję jedynie do podlewania warzywnika. Drzewa i krzewy jakoś sobie radzą (najgorzej derenie); problem zaczyna być z bylinami. Liście czosnków, to już żółte suchelce. U pozostałych przyrost masy zielonej jest mocno spowolniały. Padać ma dopiero w czwartek, ale prognozy dają jedynie 40-50% szans, że tak będzie. Wciąż nie dokończyłam wzruszania gleby po pozimowym sprzątaniu. Wierzchnia warstwa gleby przypomina beton. Nie da się wbić ani noża do darni (kancikowanie), ani spulchnić ziemi pazurkami. Zbliża się pora sadzenia pomidorów i dyniowatych, a na moich warzywnych zagonkach wciąż są nierozdrobnione grudy przekopanej jesienią gleby. Musiałabym z godzinę albo więcej polewać je wodą, aby rozmiękły na tyle, żeby dało się je rozkruszyć.
Nie nadążam z dolewaniem wody do poidełek dla ptaków. Ostatni raz padało skromnie pod koniec marca. Dodatkowo prawie codziennie wieje, co dodatkowo wysusza glebę.
Trudny sezon się szykuje.
Dobrze, że oprócz ogrodowych smutków są i radości.
Zazieleniło się na froncie. Kwitną (skromnie) rododendrony.
Autorem tego słynnego aforyzmu „Co nas nie zabije, to nas wzmocni” jest niemiecki filozof Friedrich Nietzsche. i wg mnie to jedno z okrutniejszych określeń związanych z życiem człowieka. Cierpienie ani nie uszlachetnia, ani nie czyni nas silniejszymi. To jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu człowieka i lepiej, żeby trwało jak najkrócej. Jest jak dementor z Harrego Pottera; wysysa całą radość życia, a potem pozostawia w strachu, że kiedyś znowu wróci.
To specyficzne roślinki. Zachwycają swoją delikatnością, ale żeby rzeczywiście widocznym elementem nasadzeń, to trzeba by utrafić z idealną dla nich miejscówką. Moja glina niestety tego im nie zapewnia.
Oj tak, pora już wysiewać fasolkę, a ja wciąż nie mogę się za to zabrać. Opisy ogrodowych prac i mnie porządkują działania. W razie czego mogę sprawdzić, czy o czymś nie zapomniałam.
Rysko, i tak mimochodem stałaś się mi bardzo bliska. Cieszę się, że jesteś.
Groszek dostał dzisiaj patyczki/podpórki, które zostawiłam sobie z wiosennego cięcia sadu.
Zaczął już wytwarzać wąsy.
Nie wiem, jak u Ciebie, ale u mnie takie upały, że tulipany i narcyzy zaczęły błyskawicznie przekwitać. Dopiero początek maja, a już ich ostatki.