Ciężki dzień za mną. Lubię mieć wolny od obowiązków weekend, wiec ogarniałam przestrzenie domowe. Potem było koszenie, a potem wymiana nasadzeń w donicach na froncie. Na tarasie nie umieszczam już żadnych roślin w pojemnikach. Konieczność dwukrotnego podlewania ich w ciągu dnia skutecznie mnie zniechęciła.
Z frontem mam latem problem. Wiosną są bratki i półcieniste stanowisko im służy. Kwitnącym jednorocznym potrzeba zwykle więcej słońca.
Posadziłam niecierpki i begonie. Niecierpkom dodałam coś o ciemnym ulistnieniu.
Zakończyłam ciecie od wewnątrz żywopłotu wzdłuż zachodniej granicy. Czułam się jak Rambo przedzierający się przez dżunglę. Dobrze, że wstrzymałam się z cięciem do końca czerwca, bo w żywopłocie było sporo pustych już gniazd. Zabrałam się za wycinanie żywopłotu od strony sąsiada, ale najechało mnie pacholę i prace przełożyłam na jutro. Znowu ma być gorąc.
Podlałam warzywnik. Niby drobnostki, ale sporo sił zabrały. Marzę o poleżeniu odłogiem.
Krwawnik kichawiec