W centralnej Polsce róże już w pełni kwitnienia. U mnie dopiero się rozpędzają.
Pięknie kwitną rugosy. Zachodni wiaterek roznosi ich zapach po tarasie.
Edenki nie mogą sie zdecydować, czy chcą u mnie rosnąć. Co roku podmarzają i od nowa budują krzak.
Przesadzona w nowe miejsce Comte de Chambord, potrzebowała dwóch lat na nabranie masy. Pierwotnie rosła u stóp tarasu, ale tam życie utrudniały jej miskanty.
Blue Moon syn. Mainzer Fastnacht- nazwana dzięki niezawodnej Andzie (bo wcześniej bezimienna). Niesamowity zapach i nieoczywisty kolor. Trudne miejsce. Przemarzła dwa lata temu, ale odbiła.
Veilchenblau- miała się wspinać po sąsiadującym z nią drzewku. Wiatr ją strącił i wije się gdzieś po rabacie. Teraz nie dam rady zamotać ja ponownie.
Kimono- róża, której nie atakują mszyce, skoczki i inne dziady ani żadne choroby. Kwitnie praktycznie do późnej jesieni.