Miałem i ja nadzieję, że w tym temacie nie będę się wypowiadał, ale życie i głupota pokazały co innego...
Trawnik "wychuchany", oczko w głowie, a w tym roku robiąc oprysk Starane popełniłem błąd. Nie wypłukałem opryskiwacza po zeszłorocznym użyciu (nie pamiętam z czym). Choć zawsze płuczę po oprysku, staram się również przed, dla pewności. No i bum
Porobiło mi się takie coś:
Kiedy się zorientowałem, było za późno. A wystarczyło szybciej się pokapować i włączyć intensywne nawadnianie i to g... zmyć
Proszę o poradę czy to dobry sposób na naprawę trawnika, lepiej chyba już nie umiałem.
Usunąłem ile się dało, dosiałem tę samą mieszankę traw, przykryłem ok 1 cm ziemią, podlewam.
Ile lać tej wody? To ma być cały czas wilgotne? Ciężko tak utrzymać, bo w ciągu dnia sporo słońca, a w pełnej "lampie" nie chcę lać wody na trawę. Wiem, że w tym roku już nie uzyskam efektu sprzed roku, ale no cóż...
3 tygodnie temu nawoziłem siarczanem potasu, teraz powinienem dać siarczan amonu, zgodnie z zaleceniami stacji rolniczej. Tylko czy teraz to jest dobry moment na sypanie azotem na te świeże placki? Nie powinienem poczekać, aż trawa wykiełkuje?
P.S.
Oszczędźcie mnie za szmatę pod tujami, ona wyleci, a to nie jest temat dyskusji w tej chwili