Aniu, dziękuję. Jeszcze jestem, ale już oczy sie przymykają, i ostatnie wpisy na dzisiaj.
Śliwę wypatrzyłam w necie. Nie chciałam węgierek, a ta na brzoskwini, może aż taka wysoka nie będzie.
Jak pożegnałam ślubnego, to nie miałam dla kogo warzyw produkować, Tyle co dla mnie, wystarczy w kioseczku. Bo i urobić się przy nich trzeba, i nie zawsze urodzi się wg planu. A kwiatki, - tyle zachodu, co jesienią i wiosną, a radość, stale jest, oczy się śmieją, i ogród nie taki smutny.
Póki jeszcze mogę, to wołam o podwózkę. A potem, to nawet na wózku mnie dowiozą. Tyle, że ich praca będzie w ogrodzie, nie moja.
Trzymaj kciuki, żeby nam się jeszcze kilka lat udało do tych ogrodów chodzić.
Plan mój jest do setki, a ile mi się uda użyć, niezbadane są wyroki. Na wszelki wypadek: świece/takie z podziałką/ trzymam w szufladzie.
Dobranoc.