Zdjęcia z czwartku. Jak widać, pogoda dopisała. Oczyszczałam z chwastów rabatę główną i znowu sadziłam cebulki. Praca idzie mi dość mozolnie, bo odezwała się kontuzja kolana z wiosny. Chyba tym razem nie obejdzie się bez ortopedy.
Przyszły tydzień również zapowiada się pracowicie. Chcę wykorzystać piękną pogodę i ostatnie dłuższe dni przed zmianą czasu na zimowy. Potem mój czas przeznaczony na ogród znacznie się skróci. Ale jestem dobrej myśli. Jeśli chodzi o prace ogrodowe na ten sezon jestem bliżej końca niż dalej. Został fragment rabaty do odchwaszczenia i sadzenie reszty cebul. Mam też do posadzenia szałwie, które całe lato przestały w poczekalni na balkonie. I sadzonki malw i naparstnic. Połowa dalii jest już wykopana i przywieziona do Przemyśla. Oczywiście, co tylko mogę odkładam na przyszły rok. Jakoś wiosną mam więcej energii i zapału do pracy, więcej pomysłów i przemyśleń.
Rabata prawie odchwaszczona + miłorząb w jesiennych barwach (drugi z moich miłorzębów niestety nie przeżył lata):