Skończyłam kancikowanie wszystkich rabat. Zdążyłam przed deszczem. Kolejne dni nie będą sprzyjały pracom ogrodowym.
Rozsypałam kompost. Komora z pierwszej części sezonu już pusta, tę drugą przerzucę wiosną.
I to już chyba zakończenie tegorocznego sezonu.
Brzozy łyse.
Derenie krwiste. Na krzewach ostatki owoców.
Lada dzień ogołoci się modrzew i kalina angielska.
Niby tak...ale mnie dopadł jakiś jesienny wirusek i kaszelek nakazuje od kilku dni siedzieć w domciu
Ale dzisiaj nie wytrzymałam, mimo że dziś już chłodno i słoneczka niet, to ubrałam jak to mówią : majtki z golfem, kufajkę, gumofilce i czapkę z nausznikami i poszłam posadzić ten czosnek zimowy ,powiązałam moje"wypasione" trawki i pochowałam trochę doniczkowych typu : pelargonie i cyknęłam co nieco
i coś jeszcze z archiwum X
o tym że stara kopalnia srebra gdzieś jest mówili wszyscy (prawie) mieszkańcy Srebrnej Góry ale nikt nie wiedział że wejście do niej jest na zboczu po prawej stronie tej bocznej dróżki (ulica Wąska) wejście odnaleziono w 2015r
teraz jest tu zupełnie inaczej zdjęcie prawie tak stare jak kopalnia
miejsce do którego wówczas dreptałem -dawne schronisko PTTK
to tyle w temacie propagowania pięknych miejsc
mam nadzieję że nie zostanę zbesztany za odstępstwa od norm i zasad
Skunksy są dokuczliwe tylko wtedy, kiedy nie zabezpiecza się koszy na śmieci. Amerykanie wyrzucają sporo żywności.
Od strony mamy to chłopi z dziada pradziada. Dzieciństwo (urlopy macierzyńskie były wtedy krótkie, więc mama wywiozła mnie tam na pierwszych kilkanaście miesięcy życia, potem każde wakacje) to bielony wapnem parterowy dom, strzecha i podest z wielkiego kamienia. Pasłam krowy, uczestniczyłam w sianokosach, żniwach i letnich wykopkach, jeździłam na oklep na koniu i odkrywałam echo w głębokiej studni.
Potem (za Gierka) pojawiły się kredyty na modernizację. Zniknął dom ze strzechą, potem konie, odeszła babcia. Ale do mojej nastoletności ludzie tam wciąż byli niezmienni. Podczas budowy rodzina pół roku mieszkała u sąsiadów, a pół wsi pomagało w stawianiu nowego domu.
Tu jest inaczej, może przez to urwanie historii w 45 roku.
Ewo, uwielbiam dyskusje, dywagacje i takie tam różne smędzenia.
Z pewnością dane nam będzie kiedyś pogdybać o tym i owym.
Trochę się zmieniło.Mam nadzieję,ze teraz pójdzie już dobrze.
Pila mężowi się popsula i prace wstrzymane.Ale już dziś nową kupił.
Do końca tygodnia pan ma nam te korzenie powyrywać i porównać trochę teren.
Zobaczymy jak to pójdzie i jak będzie to wyglądało.
Tylko przy siatce, te moje rośliny na poczekajce zostaną.
Potem może już na wiosnę cześć się poprzesadzam.
Rudasek jeszcze koczuje przy naszej dzialce i na tarasie.Jak mąz tylko przyjeżdza, to chodzi za nim blisko.
Ale mamy już Fionę, to tego nie zostawimy.
W ogrodzie już nie jest tak kolorowo.
Część białych dekoracji, bibelotow wczoraj poskładałam do skrzynki, i do garażu.
O tak te kwitnące maki w połowie listopada to wielka i fajna , nietypowa niespodzianka
Zabrałam je do domu,żeby bardziej się nimi pocieszyć