Dzisiaj wyjaśniam skąd u mnie awersja do cisów. A no stąd:
Ani to ładne ani nie osłania od niczego. Cisy należą do sąsiada. Raz w roku są przycinanie piłą łańcuchową żeby nie wystawały za bardzo na ulicę. I tak sobie patrzę na te wszystkie młode żywopłoty cisowe i się zastanawiam czy za trzydzieści lat nie będą wyglądały jak sąsiadowe. Zfociłam jeszcze świerki drugiego sąsiada ale słabo wyszło. Poprawię fotkę w najbliższym czasie i wrzucę.
Ale są też porażki. Po obu stronach pnia wiśni Umbry powinny już falować miskanty Adagio. Niestety wyglądają nader nędznie. Nie wiem co je tak załatwiło, czy te mrozy marcowe czy trochę je za głęboko posadziłam. Jakoś stawiam na tę drugą opcję.
I drugi:
Wykopię, oddzielę to co żyje i gdzieś w doniczce zadołuję. A na różankę zamiast nich posadzę chyba trzcinnika krótkowłosego. Mam dwie kępy, mam nadzieję że jak w przyszłym tygodniu je przetransportuję to przeżyją. Strasznie mi szkoda tych miskantów. A może podjąć jeszcze jedną próbę i kupić nowe?
Ciurkadełko na zdjęciu zdecydowanie lepiej się prezentuje niż w realu. Ale przyjemnie było zjeść rano na tarasie śniadanie przy pluskającej wodzie wśród zapachu róż. Pierwszy raz miałam tę przyjemność, że siedząc na tarasie naprawdę czułam cudne zapachy różane.
Lavender Flower Circus:
A tu z przodu widać trawki molinia variegata, generalnie są bezproblemowe, a u mnie jakieś takie brzydkie się robią. Dlaczego? Za sucho raczej nie mają. Za mokro? Za mało słońca? Nie wiem.
'Chippewa', zabawna ma kwiaty pełne i półpełne, a zanim je rozwinie cudownie bordowe pędy.
Paeonia lactiflora 'Green Halo', nie wszystkim się podoba. U mnie spisała się wybornie. Po dzieleniu i przesadzeniu dwa lata temu ma kilkanaście kwiatów.