Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Kot i pies tak się stęskniły, że nie odstępują nas na krok.
Podczas naszej nieobecności coś tam popadało i ogród nabrał życia. Kwitną późniejsze rodki, piwonie, kończą irysy bródkowe i syberyjskie. W pełni kwitnienia są kocimiętki.
Dzisiaj skosiłam trawę, posadziłam pomidory do donic, te w gruncie podlałam roztworem z drożdżami. Padłam. Odwykłam od wysiłku.
Zdjęcia z obchodu.
W pełni rozumiem Wasze emocje, zwłaszcza po przebyciu kolejnej ekstremalnej trasy wzdłuż wąwozu Topolia w drodze do Elafonissi. Serce podchodziło mi do gardła. Ale nie da się ukryć, że było warto narazić się na takie przeżycia. Byłam pełna podziwu dla umiejętności kierowcy autobusu podczas przejazdu przez wąskie tunele. Lusterka boczne były 3 cm od ściany.
Na plaży Elafonissi sporo było indywidualnych turystów. Widać chęć zobaczenia najpiękniejszej plaży Krety była większa niż obawa przed jazdą po górskich serpentynach.
W sumie to dobrze, że dojazd jest taki trudny. Plaża jeszcze długo pozostanie dzika.
Aktualizacja rabaty z trzema trzmielinkami.
Jeszcze nie wiem co posadzę pod nimi. Może karłowatą odmianę Little Lime light albo kocimiętki.
W planie mam posadzić za obecnymi hortensjami trzcinnik Karl Foester i kulki hoseri i hakonke żółtą oraz jeżówki jak się zmieszczą niższą odmianę.