Pamiętacie jak pisałam o uratowanym kosie - pisklęciu. Zaczął latać, ale na noc wracał do domu sąsiadów, niestety kilka dni temu zniknął. Nie wiemy czy odleciał czy coś go porwało, nie wrócił. Przyfruwał do nas po jedzenie, wykopywałam mu dżdżownice, a on na widok łopatki szalał z radości i kręcił się wokół mojej ręki. Niestety bardzo się przywiązał do człowieka. Rano zaglądał w okno, wieczorem stukał w szyby, że chce wejść. Spał w kartonie, albo w klatce na chomika. Bez chomika oczywiście

Ku pamięci