Z pobytu mała relacja: wichrzysko nie porobiło większych szkód w roślinach, dostały naparstnice i trochę bardzo już wysokie trzcinnki. Za to z domku ogrodnika, a właściwie z części dachu odleciała papa. W domku sajgon, bo zalewało. Tak więc czas sobotni spędziłam na dachu

. Wyobraźcie sobie dwie (siostra i ja) nienajmłodsze baby z siekierami w rękach (nie znalazłam młotków), pełzające po dachu. Załatałyśmy jak umiałyśmy i mam nadzieję, ze do przyjazdu męża wytrzyma. Niech On sie martwi dachem, a ja pójdę w rośliny (czytaj: chwasty).
Pięknie wygląda pęcherznica
I Overdam