Kilka dni później robię przymiarki do małej rewolucji na rabacie cienistej (płotki już zamontowane i pomalowane olejem spożywczym, od razu inaczej, brakuje jeszcze tylko maskownic na słupkach):
Rodgersje Bronze Peacock wreszcie dają oznaki życia, zamawiałam je w przedsprzedaży dawno temu i kurier dostarczył mi z pozoru puste doniczki , uff...
Ostatnia fotka Balleriny, co ma kwiatuszki niczym skrzydełka ważki. Finalnie nie dogadałyśmy się jednak, w następnym roku praktycznie całkiem zanikła, ale póki co cieszy me oko:
Z tej krótkiej chwilki przed pracą robi się całkiem duża przerwa, ale po prostu nie mogę się powtrzymać i trzaskam zdjęcia jak opętana, najwyżej posiedzę przed la ptokiem trochę dłużej po południu (patrząc na te fotki teraz przypominam sobie, co wtedy czułam ):
15 maj 2020
Już od jakiegoś czasu miałam możliwość pracy zdalnej, nie powiem, żebym wtedy jakoś szczególnie na to narzekała, wręcz przeciwnie
Odpalam powoli roboczego laptopa, a przez okno salonu dostrzegam taki oto widoczek- eM poprawia jeszcze przed pójściem do pracy ściski mocujące świeżo przyklejone panele do płotu (na tym etapie mogę z całą stanowczością stwierdzić, że wsiąknął w ogródkowanie tak, jak ja)
Dzień zapowiada się pięknie, rozpiera mnie duma patrząc na nasze tegoroczne dokonania, nie mogę się więc powstrzymać i chyłkiem pomykam chociaż na chwilę do ogrodu, żeby uwiecznić wstające słonko:
Mamy nasze pierwsze płotki! Pamiętam doskonale te wygibasy, które uskutecznialiśmy w sklepie budowlanym, zrobiliśmy dwuskładowy pociąg z wózków, ledwo je dotaszczyliśmy do kasy, powodując ogromny zator w przejściach między regałami :
W warzywniku teść posadził po raz kolejny swoje fioletowe pyrtofle:
W sadzie królują bzy, zawsze kojarzą mi się z dzieciństwem, moja prababcia miała kilka ogromnych okazów w swoim ogródku, mijałam je też w drodze do szkoły:
Zbliżenie na wynik "głębokich przemyśleń" z uwzględnieniem zasad złotego podziału i ciągu Fibonacciego- widać jak bardzo pozbawiona proporcji jest teraz ta rabata, niestety na dalsze zmiany trzeba będzie czekać do następnego roku...
Skoro widać przyczepkę przytwierdzoną do poczciwego Golfika, to wiedz, że coś się święci Kolega Szymona zgodził się nam ją znowu pożyczyć w zamian za czarnego koguta ( czy inną powszechnie akceptowalną ułamkową formę płatniczą, typu 0,7 )
Tyle się dzieje, że koktajlówki cierpią przez moją opieszałość, mus je na gwałt (przepraszam za wyrażenie) przesadzić do większych doniczek:
Rzut oka na warzywnik i inne części ogrodu z lotu ptaka (widzicie ostatni wbity patyk na drugiej fotce? ) 02.05.2023
Plastikowe wiszące doniczki zostają zastąpione glinianymi, kolejny sukces! Niestety niepełny, jeden badylożek w brązowym plastiku nadal czyha pod orzechem:
Pustka i nicość - to brzmi całkiem ciekawie. Czyli jest sporo miejsca na nowe
Z chęcią skorzystam z doświadczenia. Może nawet na warsztaty jakieś się wproszę
Wiać wieje, lać nie leje na szczęście... Niech sobie leje w nocy.
Z "kortenowych" roślin chyba najbardziej lubię pióropuszniki Maluszki z dodatkiem koloru, bardziej jak biżuteria, też prezentują się ciekawie, chociaż trzeba się trochę skupić, żeby je dostrzec.
Kloniki Royal Red, stojące jeszcze do niedawna jak podczas wojskowej musztry w szkółce, zastępują nasze fantomowe drzewo-patyki, zamieniając marzenie w rzeczywistość: powstaje klonowa aleja wjazdowa, prowadząca do garażu w stodole
Razem z klonikami pojawiają się miskanty, upolowane podczas tej samej wizyty (wprawne oko dostrzeże doniczki po prawej pod płotem):
Moim zdaniem, żeleźniaki liście też mają fajne, no i zimozielone
U mnie dzisiaj szaleństwo pogodowe. Przed chwilą wichura i widoczność ograniczona do kilku metrów z powodu opadów krupy śnieżnej (z powodu wiatru opad był dosłownie poziomy ). Teraz dla odmiany słońce i bezchmurne niebo...oby tak zostało trochę dłużej. Szarugi późnojesiennej też bardzo nie lubię.
P.S. Na pierwszym planie "eleganckie" korytko. Nie mam sumienia go ruszać, bo to ulubione zimowe kocie siedzisko