Nie chciał go nikt wpuścić do domu, mówili, że za wcześnie, że jeszcze nie czas. PO co miał dwa razy łazić? Sanki jeszcze nie do użytku, renifery zamiast współpracy rozglądają się gdzie by tu na święta się wprosić, żeby bez pracy choć tydzień spędzić.

A te prezenty w worku takie ciężkie i widocznie też w święta chce mieć Mikołaj wolne.
Obfitości pod poduszką. Bo u mnie Mikołaj chodzi w nocy z 5 na 6 grudnia.
Najmilszy moment, każdy swoją skarpetkę obmacuje i sprawdza, czy nie pomylił się w samoocenie. Był grzeczny, czy nie bardzo. A potem się baraszkuje w pościeli do obiadu.
Życzę i Wam wszystkiego co najlepsze.