Nie, dużo gorzej jest lecieć do Ameryki Południowej. Budziłam się o 4tej rano wyspana a tu nie ma co robić i trzeba kiblować w pokoju kolejne 3-4h przynajmniej i tak ze trzy dni z rzędu po przylocie
W stronę Azji jest dużo lepiej, gorzej wracając do domu (ale wtedy po prostu mogę wstać posprzątać kuchnię upiec ciasto czy takie tam), a tu nawet książki nie mam żeby poczytać
Calathea w odmianach jest tu wszędzie… ta rosła w wodzie: w domu w doniczce kilka w swoim życiu zamordowałam
Fajna ta roślinka, znalazłam jej nazwę - Calathea loeseneri. No i okazało się, że inna odmiana to nasza roślina pokojowa, wcale nie dziwi prawda?
Nawet miałam kiedyś tylko z szerokimi żyłkowanymi liśćmi trochę podobna do maranty
Nicola fajnie, u mnie wiosny ani widu ani słychu, w gawrze smacznie śpi
Klaudio, Sylwio - dzięki za odwiedzinki
Magarku Basiu, dzięki, wybierałam się niegdyś do kina, ale coś mnie wtedy złapało, za to poszukałam na CDA i jest darmowa wersja
Obejrzałam całość i ze zdziwieniem zauważyłam, że mam w naszych zbiorach książeczkę "Kuba" z 1972 roku Lecha Wilczka o domowym puszczyku. A z puszczykiem też ciekawe doświadczenie, kolega ornitolog miał w domu puszczyka z na trwale uszkodzonym skrzydłem i jak wyjeżdżał my się nim opiekowaliśmy. Kolegę delikatnie budził łapiąc za kosmyki włosów, a nieraz budził się zasypany ziemią z doniczki (kolega rzecz jasna) bo ON siedział sobie i spał na półce z kwiatami nad łóżkiem
Obejrzałam też kilka wywiadów, również z siostrą malarką, tej małej Joasi z filmu:
ten wywiad trwa 2h, ale warto posłuchać na raty, bo dotyka wielu aspektów od malarstwa, fotografii przyrodniczej, życia...
Kupiłam na prezent książkę "Moje życie z Simoną Kossak" L.Wilczka. Te zdjęcia jak Simona idzie przez las a za nią stado saren są obłędne i te z dzikiem i karmienie łosi
Oczywiście zanim pójdzie książka na prezent to ją przeczytam Kupiłam powystawową, ale treść taka sama
Dziś styczeń nas żegna, jak przystało, z mrozem.
Jutro luty zajedzie zimowym powozem.
Kiedyś w tą porę wyciągałam sanki,
I z górki na pazurki. To uciecha Hanki.
Dziś z uwagi na mrozy i czas po chorobie,
w piwnicy saneczki po płozie poskrobię,
Bo nawet nikogo do "zachęty" nie mam,
żeby pokazać komuś, jak się zjeżdża... spod nieba.
Violuś, brawo, brawo. Ja w tym roku mam parapety bez kwiecia. W jednym oknie jakieś falenopsisy wegetują, ale to wschodni parapet i u zięcia prawie Sajgon. Jakieś kwiaty są , ale ja tam chodzę podlewać raz w tygodniu.
a tu nas całej powierzchni jakieś sukulenty, 2 grudniki po przejściach, co jeden kwiat był jak dotąd, i domki z oświetleniem. A u mnie w pokoju- tylko cebule hipeastrum, ale bez kwiatów. Pewnie zakwitną w sierpniu. Do sklepów nie chodzę. Raz w grudniu wpadłam, to zdechłe narcyzy widziałam, a teraz, jak mówisz, ślizgawica i siedzę, nie wychodzę, chociaż mnie taki widok jak u Ciebie kusi. Chyba szczypiorek sobie zasadzę.
na koniec tkanina obiciowa
na koniec owijanie drutem miedzianym i tym sposobem mamy dwa taborety gotowe
Są identyczne tylko wcześniejszy owinięty folią bąbelkową żeby się nie brudził na razie.