Słuchajcie, bo jestem na granicy wytrzymałości nerwowej

Nie dają mi spokoju moje obrzydliwe brabanty

Nie wiem, co zrobić, nawożę, przyciełam, ale...za płotem wybudował mi się kanarkowy dom, właściciele, zwolennicy dosadnego słownicta wzbudzili od pierwszego wejrzenia moją głęboką, intensywną niechęć. Myślę dniami i nocami jak się od nich odciąć. Zdradzieckie brabanty wyglądają, jak wygladają. Nie mam sumienia ich wywalić. Ja z tych, co rośliny nie wyrzucą za żadne skarby ( w sumie traktuję na równi ze swoją rodziną, ba nawet lepiej, bo rodzina mnie częściej wkurza

) Co robić??? Kupić z 15 sztuk żółtej odmiany? Kórnika? Posadzić naprzemiennie? Ale jak wtedy będę z tyłu cięła te brabanty?