Dzisiaj dzień wolny, także mogłam się nacieszyć pobytem w moim przyszłym ogrodzie.
Pooglądałam, popstrykałam, pokopałam i takie tam
Fioletowe zdecydowały się w końcu zakwitnąć (choć jeszcze nie wszystkie, nie wiem co one takie niezgrane...), żółte dają czadu, a białych już nie oglądam
Ha, ha, ha... cholery wyłowiłam nawet z oczka.. siedzą w donicach z roślinami wodnymi, siedzą w suchym i wszędzie.. kamaszują po kamykach, jałowcach kłujących i igliwiu z jałowców.. mają to wszytko w nosie.. Teraz nie mam ich tak dużo jak na początku, wiec do okien nie pukają.. ale na 2 metry potrafią wleźć po chropowatej elewacji. I jak ktoś pisze, że sypać szorstkie bo ich brzuszki tego nie tolerują to dochodzę do wniosku, że pisze to ktoś kto u siebie tych pomrowów nigdy nie miał. I tak pisze aby pisać... bo natura Polaka to znać się najlepiej na wszystkim.
Mój Crimsonik.. niestety od 2 lat nie przycinany, bo nie ma zimy i płacze... latem nie mam sumienia go ciąć, bo wtedy się zeszpeci. I tak sie rozrósł potfffór.. Foto pod słoneczko wiec słabiutkie. PO prawej wygląd z 3 maja zeszłego roku.. czerwona linia jak go przycinam.. powyżej to roczne przyrosty.
Wszystkim odwiedzającym kilka dzisiejszych fotek, nic nie robiłam na ogrodzie tylko pospacerowałam, a potem zaczął padać deszczyk
na zdjęciach wychodzą jaśniejsze w realu piękny aksamitny kolor mają
miniaturek mam 4 kępki ostatnia najmniejsza