Bardzo dziękuję Basiu u mnie na minus działa to że ten jest agresywny i już drugi. Trochę się obawiam jak mój organizm sobie poradzi, ale nie poddam się.
Ewo w poście do Mirki opisałam moje perypetie z leczeniem, zerknij wyżej. Miałam dużo wyjazdów do Kielc, a to prawie 100 km w jedną stronę, poza tym 20 czerwca mieliśmy wesele syna i czas mi przeciekał przez palce. Teraz będzie już trochę spokojniej.
Mirko wlecze się to moje nieleczenie bez końca. Nie wiem czy pisałam, że musiałam powtórzyć wszystkie badania, kolejne konsylium, nieporozumienie z ustaleniem kolejnego onkologa, bo jeden będzie od nerki, której już nie ma, ale leczenie onkologiczne trwa już dziesiąty rok, a drugi będzie od piersi.
Chemię zaczynam 30 czerwca, będzie 4 tak zwane czerwone i 12 białe. To potrwa do jesieni, później operacja. Czy będzie jeszcze radioterapia nie wiadomo, oby nie była potrzebna.
Sweterki robię z naturalnych wełen i zwracam uwagę, żeby nie ,, gryzły,, , są na prawdę milutkie.
Cieszę się, że u Ciebie wszystko ładnie przezimowało, u mnie umarzły kwiaty mojej glicynii , było mi bardzo żal, bo było bardzo dużo pięciocentymetrowych pączków kwiatowych.
Bardzo dziękuję za za odwiedzinki i miłe słowa . Zrobiłam kolejne dwa swetry, ale ten pierwszy , który zrobiłam prawie do kostek muszę całą górę poprawić. Wyszło za szeroko, za to ten drugi udał mi się
Po orlikach zostało już tylko wspomnienie, ale mam spore zaległości ze zdjęciami.