Aniu serdecznie dziękuję , piękny zachód słońca. U mnie takiego nie było , ale za to dzień był piękny , w sensie ze dla mnie piękny bo bez słońca które raziłoby moje oczy , w miare ciepły i mogłam cały dzień pracowac w ogrodzie. Bardzo mi to dobrze zrobiło. brakowało mi tej pracy. Głównie było pielenie ale i trochę przesadzałam. W końcu mogę coś zrobic , jak mnie to cieszy. Pozdrawiam serdecznie.
Co myślicie o tych wizualizacjach? Jak na razie coś takiego przychodzi mi do głowy. Proszę spójrzcie na to swoim okiem. Czy nie jest to za bardzo symetryczne?
- sosny karłowate przesunąć pod duże sosny, bo jest tam za duża dziura
- posadzić m.in rododendrony, wrzosy, hosty, bergenie, barwinka pod sosny itd.
- zrobić ścieżkę do kompostownika (po lewej stronie)
- zrobić dalej ( po prawej) kącik owocowo - warzywny. Najpierw należałoby wyeksmitować borówki, bo ciężko się wchodzi na trawnik - swoją drogą strasznie wysuszony po upałach
- może udałoby się wyciąć ten pierwszy świerk od wysokich thuj (po lewej)
Wracając do mojej rabatki
Wczoraj przesadziłam tuję i prawdę mówiąc nie wiem co dalej
Wysadzę azalie i chciałam dać na te ścianę dużą kulkę bukszpanową dwie małe i może gdzieś tam jeszcze stożek wcisnąć .
ale jak to ułożyć ,(tę ścianę widzę z okna pokoju )
Na projekciku Gosi na obrzeżu są żurawki, a jak bym zrobiła żywopłocik z bukszpanu ,jakieś 0,5 metra od ściany i posadziła tam tylko kulki bukszpanowe i podsadziła żurawką i pod ścianę dwie trawki
Mniej więcej o to mi chodzi
Oczywiście rabata była by węższa max 0,60 cm od muru
Tak Basiu, to jest tojeść w słońcu czasami ją przypieka....ale w półcieniu czuje się świetnie...musiu mieć też więcej wilgoci, bo na piasku wysycha...Pozdrawaiam
Jolu, choć to nie ogrodowiskowy temat, który poruszyłaś....ale bardzo ważny...bo sprawa życia w zgodzie ze sobą....nie wypierania się korzeni
.......kiedyś dawno temu po szkole rolniczej zarzekałam się w gronie przyjaciół i nie tylko, że nie będę pracować na gospodarstwie....bo za ciężko...za pospolicie....że zamieszkam w mieście i tam osiądę..... pomieszkałam zaledwie rok....okazało się,że mijamy się z Mężem i wracając póżno z pracy czasu dla siebie i rodziny jest bardzo mało......brakowało mi przestrzeni, bolała głowa i każdą możliwą chwilę spędzliśmy u jednych lub drugich rodziców pomagając w gospodarstwach.....jedynym wyjściem dla nas było poszukanie gospodarstwa dla siebie.......los sprzyjał... i tak od 1982 roku, z pustymi kieszeniami, czworgiem rąk do pracy i dwujką małych dzieci osiedlismy na swoim...... krok po kroczku bez wielkiego pędu....bez wyścigu szczurów (jak to dzisiaj bywa) raz na wozie a raz pod, zbudowaliśmy swoje miejsce na ziemi szczęśliwi, że samodzielinie, że w zgodzie z powołaniem....czasami baaaaardzo napracowani, a czasami z brzuchami do góry sami sobie; sterem żeglażem, okrętem
Tylko przyjaciele, wierni od lat, wspominają jak to Anka zarzekała się, że na gospodarstwie to nigdy
Moniko, przepięknie u Ciebie, tyle kolorów i ta soczysta zieleń trawnika i zimozielonych. Ach te ogromne kule bukszpanowe. Możesz tak przynudzać jeszcze
Co to jest, co tak na biało kwitnie z prawej strony przy bukszpanach?
Pozdrawiam
a w tym miejscu gdzie taczka .... mam zamysł na warzywnik otoczony bukszpanem , lawendą może różą i jeszcze jakieś inne może .... również będą kombinacje zimą na papierku metraż będzie wystarczający i dostęp światła odpowiedni - obserwowałam to miejsce ponieważ mocno się zastanawiałam nad wkopywanym basenem ..