Poniedziałek..grrrrr ....
Wierzba dopiero pije wodę... na wsiach gdzie nie było kanalizacji, a szamba, zawsze się sadziło wierzby..... bo to pijak na wodę. Mam jedną wierzbę.. gdyby nie ptaki i to, że zimą ma ładne gałązki, dawno bym ją wyciepała. To kolos rośnie i cięcie na łysą pałę już nie pomaga. Rok temu ścięta z gałęzi przyrosła kilka metrów...
Aż tak dziadować nie będę... lepiej nie robić nic niż zrobić..... baba jagę..
Widziałam wyplatane płotki z wierzby, fajnie to wygląda, ale nie chcę myśleć co się dzieje jak zaczyna rosnąć.. upilnowanie tego i utrzymanie w ryzach to zadanie ponad moje zasoby czasowe.
Cięcie żywopłotu piłą mam opanowane.. żywopłotu już nie ma, ale piłą się została Dostałam ja kiedyś na imieniny A teraz chcę zywopłot do cięcia
Było monstrum, ale piękne monstrum
A czerwonego szaliczka i ja poszłam szukać
Poniedziałek..grrr lecimy do pijątku.
I nie monstra... same laseczki.....
Zapomniałam dołożyc moje chudziutkie laseczki
Julcia tylko w rogu zrobiłyśmy...ale będę i tak to musiała zmienić, muszę tam hortensje ogrodowe posadzić, tam najmniej słońca. Teraz ogrodowe rosną na patelni i musimy jeździć podlewać, nie dają rady.
Czyli w rogu Nigra i ogrodowe. Tam, skąd zabiorę ogrodowe chyba limki pójdą, one dadzą radę.
To podwyższenie miałoby być na prawo od narożnika i właśnie zastanawiam się jak to łagodnie połączyć, jakby co
Na prawej będą berberysy przesadzone z rogu, ciurkadełko i kule bukszpanowe na żwirze, może jakieś trawki, sosny górskie. Na ten śmieszny róg za słupem energetycznym jeszcze nie mam pomysłu...Różne rzeczy mi tam przychodziły do głowy. To południe nie zasłonięte już tujami sąsiada. Ostatnio intensywnie się tam zastanawiam nad różą parkową, pnąca odpada, wiatry tam są z pola. Coś odpornego musi być. A nie chcę niczego szczelnie zasłaniającego i wielkiego, za płotem pola mam, przestrzeń, chcę ją widzieć. Anita proponowała mi tam Hoopsi, ale zasłonił by mi wszystko. Ciągle do mnie wraca ten kawałek, sto pomysłów na minute mam..żaden dobry mi się nie wydaje...Tam na dodatek dość wilgotno jest.
To to miejsce, na zdjęciu trochę zarośnięte, ale coś niecoś widać
Wiem coś o braku miejsca na parapetach, właśnie przyniosłam nasionka do domu ze stratyfikacji i ledwo je umieściłam, a tu jeszcze tyle nasionek do wysiania...
Zaczynają mi kwitnąć frezje , a już myślałam , że nic z tego...
Dziękuję wszystkim za odwiedziny i zapraszam ponownie do mojego skromnego ogródka
wracam czytać dalej - potem jeszcze wrzucę kilka fotek.
Żałuję, że siedziałam na końcu stołu i nie nagadałam się. Ale co tam będą inne spotkania. Przyznam, że troszkę na obiadku byłam już zmęczona, bo z Wieliczki wyjechałam o 4:00, a na targach biegałam niestety osobno - chciałam jak najwięcej zobaczyć i porozmawiać z wystawcami.
W domu pojawiłam się o godzinie 1:15 i przegadałam jeszcze z mężem dwie godziny.
Było wspaniale.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.