Wczoraj był Dzień Babci,dziś Dzień Dziadka,no to sobie "troszku",jak mówił mój Dziadek powspominam.
Moi Dziadkowie pochodzili ze Lwowa,stąd to "troszku"i cudowna lwowska gwara,której nie wyzbył sie nigdy. Tam też urodziła się moja Mama,a potem to już wiadomo,jak było. Smutne losy wojenne sprawiły,że nigdy już nie zobaczyli swego ukochanego miasta,a po wojnie osiedli w Lublinie. Tam też odwiedzałam ich w wakacje. Wiecie,jakie piękne są wakacje u Dziadków. Byli cudownymi ludźmi,rozpieszczającymi swą ukochaną wnuczkę do granic możliwości. Mieszkali w domu z ogrodem. Ogród był niczyj,czyli wszystkich. Na części Dziadek założył warzywniak otoczony nagietkowymi rabatami. Woń kopru pomieszna z zapachem nagietków w upalny dzień,to jedno z moich wstrzasających odkryć zapachowych. Tak pachnie szczęście. Za domem,w dzikiej i cienistej części ogrodu, w prawdziwie"tajemniczym ogrodzie",z malinowym chruśniakiem,starą altaną,starą ławką i takąż jabłonią toczyły się najpiękniejsze zabawy dzieciństwa i młodości,zawiązywały pierwsze przyjaźnie,z których jedna przetrwala do dziś. Tam Babcia znosiła nam z drugiego piętra[!] miski gotowanego bobu i kakao.Tam Dziadek zawiesił ogrodową huśtawkę... Duży balkon Dziadków przypominał wiszące ogrody. W obszernych drewnianych skrzynkach,poustawianych jakoś piętrowo pyszniły się dorodne pelargonie Babci i czerwieniły ogromne pomidory Dziadka. Zapamiętałam,że w tych skrzynkach Dziadek skrzętnie zakopywał wszelkie odpadki po obieraniu warzyw,a szczególnie liście kapusty. Mowił,że jego pomidory bardzo to lubią. I lubiły,bo rosły jak szalone.
Po latach,wspominając te chwile szczęścia,myślę że i one przyczyniły się do mojego zauroczenia ogrodami,a zapach nagrzanego słońcem kopru nadal jest dla mnie jednym z najpiękniejszych zapachów świata.
Dziś w miejscu mojego ogrodu dzieciństwa stoi nowy dom,a balkon jest pusty i opuszczony.
Na górnym balkonie kwitły kwiaty,a w miejscu różowego domu,był ogród. Zdjęcie od dawnego Przyjaciela.