W poniedziałek posadziłam trzmielinę oskrzydloną na pniu - w miejsce zjedzonego klona Crimson Princess. Bo tak, nie wykończył go mróz, ale karczowniki. Wszystko stało się jasne, kiedy wyjęłam z ziemi korzeń.
Trzmielinę posadziłam w siatce ze stali nierdzewnej. Tak samo zrobiłam z jabłonią japońską Freja - widziałam, że coraz marniej wygląda, więc chwyciłam za pień i pociągnęłam. Od razu wyszła z ziemi, korzeń prawie cały obgryziony. Dałam jej szansę, bo jakieś życie w niej się jeszcze tliło i teraz rośnie w siatce. No, zobaczymy, czy przeżyje.
Doszło do mnie, że klon Shaina, który kupiłam ostatnio, został posadzony bez żadnej ochrony korzeni. Czyli w przyszłym tygodniu czeka mnie trochę roboty przy nim. Trzeba go będzie wykopać, założyć na korzenie siatkę i posadzić ponownie. Nim coś go zje. Swoją niefrasobliwością sama sobie roboty dołożyłam.
Trzmielina na pniu:
A tu korzenie klonu i jabłonki:
Uschła mi też morela, która miała z 15 lat albo i więcej. Nie wiem co ją wykończyło, mróz czy gryzonie...