Wczoraj spełniłam swoje marzenie i odwiedziłam ogród Kasi Bellingham. Żałuję, że zwlekałam tak długo, szczególnie, że bloga Kasi obserwowałam od pierwszych wpisów, a następnie jej kolejne działania na Facebooku i audycje w Radio Gdańsk. Ciężko opisać mi, jak pozytywne uczucia królują w mojej duszy, jak inaczej patrzę teraz na swój ogród i to co robię. Ten urodzinowy wyjazd był dla mnie magiczny.
A więc kilka myśli nieuczesanych w swej świeżości...
To nie jest ogród wymuskany (uff, co za ulga dla Człowieka Niedoskonałego).Jest naturalny, prosty, a jednocześnie bogaty. Przyjazny ludziom i zwierzętom. Ekologiczny. Jakże ucieszył mnie fakt, że nie trzeba wyrwać każdego "chwasta", że możliwe jest kontrolowane współistnienie. Czuję, jakby wielki ciężar spadł z mego serca i pozostawiłam gdzieś za sobą myśl, że musi być jak w pudełeczku.
Klimat ogrodu tworzą architektura, dodatki, dobry klimat i serdeczni ludzie (cudownie otwarta Mama Kasi):