Dzisiaj odpoczywałam i kompletnie nic nie robiłam. Pojechałam wieczorem do ogrodu i tylko się załamałam ile mnie roboty czeka. Muszę się ostro wziąć do pracy, bo ogródek straszy...
Po pierwsze nie ma wody w stawie...obraz nędzy i rozpaczy
To efekt ostatnich upałów
Jedynie chwastom nic nie przeszkadza, rosną jakby nigdy nic...
tu jeszcze chwila i nie wejdę, masakra
Trawa po wczorajszym deszczu jakby ciut zzieleniała
A wiesz, że mnie to wcale nie nudzi. Nie mam zapędów, żeby wciąż coś mieszać na rabatach. Jako ogrodniczka spełniam się w pracach w warzywniku i pielęgnacji tego, co rośnie.Przesadzam/ wysadzam tylko pomyłki nasadzeniowe powstałe na początku.
Dzisiaj pół dnia mi zeszło na ogrodniczych pracach. Kosiłam zapłocie i ścieżki wewnątrz, zrywałam poziomki i owoce świdośliwy (kos miał na nie chrapkę), a potem zajęłam się ścinaniem kwiatostanów różom. Drabiny nie chciało mi się wyciągać, więc jeszcze sporo mam do cięcia. Zawsze coś tam jest do dłubania. A rano rozsypałam jeszcze 4 worki kory na wczorajszym froncie prac.
Budynek jest specyficznie położony względem całości działki. Zajmuje jej wschodnią część i większość ogrodu znajduje się z boku budynku. Tam akurat nie ma tarasu, wiec nie było sensu, aby zostawiać jakieś trawnikowe połacie. Stąd pomysł na rabaty wyspowe, pomiędzy którymi biegną trawiaste ścieżki.
Lucy to dobra koleżanka.
Nie mogłam w nocy spać i po raz pierwszy widziałam letni ogród o wschodzie słońca.
Moje krzesła wyszły na wybieg. Najpierw poszły przed hakuro nishiki:
Jednak później zdecydowały się na sąsiedztwo modrzewia:
Myślę, że to dla nich lepsza lokalizacja?