Dziękuję Wam bardzo. Aż mi się cieplej na serduchu zrobiło ❤️
Pomysł na tę wizytówkę był dokładnie taki, żeby zebrać w jednym miejscu cały proces - co, gdzie i dlaczego powstało. Mam wrażenie, że teraz wszyscy trochę żyjemy w biegu i łatwiej się odnaleźć w takim „skrótowym przewodniku” niż przekopywać się przez kilkadziesiąt stron wątku. Sama też często u kogoś szukam: „co to za odmiana?”, „co tu rośnie na tej rabacie?” więc stwierdziłam, że u siebie to po prostu spiszę i będę miała porządek
A tak naprawdę to wszystko zaczęło się od warzywnika. To była pierwsza rzecz na tej działce i chyba do dziś ta część daje mi najwięcej frajdy. Te paczuszki nasion, wybór odmian, planowanie „co gdzie zmieszczę” (a potem i tak upychanie więcej ), no i to, że finalnie trafia to na talerz.
Z perspektywy czasu widzę też bardzo konkretny plus - finansowy. Przez kilka lat robiliśmy zakupy w sklepie i osobno na targu, więc mam porównanie. Ile tygodniowo szło na warzywa i owoce, to aż człowiek się zastanawia, jak to tak szybko znikało z portfela. A tu nagle paczka nasion sałaty za kilka złotych i… setki roślin. Do tego możliwość zebrania własnych nasion i temat kosztów praktycznie się zamyka. No i wiemy, co jemy. To chyba najważniejsze.
A z ogrodowych klimatów ostatnio było mniej romantycznie, bardziej… rzeźniczo.
W zeszły weekend ogród poszedł w odstawkę, bo mąż z sąsiadem odebrali świnię. Podzieliliśmy ją na dwa domy. Drugi raz kupujemy tak „prosto od źródła”, a nie ze sklepu. Pierwszym razem była ćwiartka, teraz już połówka, czyli wchodzimy na wyższy poziom wtajemniczenia.
Oczywiście nikt nas tego nie uczył, więc ratowaliśmy się YouTubem ucząc się rozbioru półtuszy w praktyce. Tak że jak widać: u mnie ogród to nie tylko rabaty i rośliny, ale cały styl życia, który się wokół tego kręci.
Jeszcze raz dzięki za miłe słowa :*
P.S.: Wiatr bardzo mocny rozwiewający futro i wysuszający, a padało tylko przez 20 minut.