O, jakże mi miło.
Alergicznie już reaguję na słowo podlewanie. Odbiera mi ono sporą część radości z posiadania ogrodu.
Polubiłam perovskią. Razem ze stipą obywają się bez podlewania.
Barbulę musiałam podlewać, bo umierała. Ten fragment ogrodu, to dowód na to, że bez intensywnego podlewania w towarzystwie brzóz kiepsko rosną nawet rozchodniki. Już nie wspominam o dereniach.
Ładna...może wiosną mocnej przytnij to się bardziej zagęści.Zauważyłam,że jak się krócej przycina to wypuszcza mocniejsze pędy,jak wyżej...to pędy są słabsze i wiotkie.Pozdrawiam.
Sylwia, z chęcią się podzielę tym, co rośnie, ale na miejscu. Mam bardzo daleko do urzędu pocztowego, nie ma przy nim parkingu i najnormalniej w świecie nie wydalam w tygodniu czasowo, żeby tam pojechać. Mieszkam około 15 km od Wojsławic. Może przy okazji Twej bytności tam sobie odbierzesz?
Na pocieszenie
U ciebie inny klimat...boję się,że je stracę.
Udają mi się zawsze sadzonki z odkładów...można przyginać przez cały rok,nawet późną jesienią.Patyczki są bardzo kapryśnie i u mnie trochę się ukorzeni ale nigdy na to nie liczę.Z patyczków dobrze ukorzenia się tylko Annabellka.Pójdę obejrzeć.
Dziś na obiad serwowałam zupę dyniową. Może skusze się jeszcze na zrobienie dżemiku. Zimową pora jego kolorystyka działa antydepresyjnie.
Przywalona biurokracją zawodową, mogłam dzisiaj rzucać tylko tęskne spojrzenia w kierunku ogrodu.
Właśnie oglądając różne egzemplarze u hodowców było widać jak jeżówki potrafią być niesamowicie zmienne w zależności od etapu rozwoju pąka. Na dodatek okazały się być roślinami mocno żarłocznymi. Sadzone na nowo przygotowanej rabacie z obornikiem i przekopanym łubinem rosną pięknie. Na innych zdecydowanie są słabsze. Tu potwierdziło się zdanie hodowcy