Wczoraj pani pogoda sprawiła wielką niespodziankę, słońce, brak wiaru i naprawdę miły dzień na prace w ogrodzie, byłam w samej bluzce i bezrekawniku i było mi ciepło, ręce nie grabiały a to najważniejsze
Niestety mogłam na ogrodzie siedzieć tylko rano, więc o 8.30 już działałam, i tylko do 12 , popołudniu wykroiłam jeszcze godzinkę od 17 do 18
cały ranek zajęło mi podwiązywanie traw - dłonie znowu jak po witaniu się z nożycorękim
mam nadzieję że wszystkie sznurki i tasiemki wytrzymają i do wiosny nic sie nie rozwiąże . Potem tylko ciach chochoła i na taczki
Mirko oczywiście cyknę. Drzew liśxiastych nie mam dużo, raptem kilkanaście sztuk. Ale to napewno sie zmieni.
No jak troszkę ogarnę to cyknę fotkę. Choć cała rabata i tak w kadr nie wejdzie. Tą Wings of fire mnie zainteresowałaś-naprawdę tak się cudnie przebarwia? Kilimandżaro mam, Watanabe niestety nie posiadam. A co do derenia kousa to też jestem namawiana... Więc może coś w nim jest i musimy go nabyć...