Kasiu, co tu pisać? Było biednie i siermiężnie. Jak rodzice dawali radę do dziś dnia nie wiem.
Byłi młodzi, mieli po 35 lat, pewnie mieli nadzieję na lepsze zmiany, ale zmiana na dobre nie wyszła. Trzeba było trzymać uszy po sobie, i dostosowywać się do sytuacji. Ale jak otworzyła się furtka. to już nogę w próg zapchali i zamknąć się nie dali.
No i macie mnie tu na Waszą wesołość, a moje zadowolenie. Chociaż nie ukrywam, że tęskno mi do moich stron ojczystych. Ale każdy przesiedleniec tęskni, niezależnie od nacji.
Moje podwileńskie Wigilie były bardzo skromne.
Pacierz, opłatek, Zupa śledziowa + ziemniaki w mundurkach. Śledź w oleju, jak była ryba na gorąco to dobrze. Kapusta z grzybami. Potem pieczone uszka z grzybami z półkruchego ciasta. No i obowiązkowo kisiel żurawinowy. U babci pamiętam i taki owsiany też był. A na deser mleczko makowe + sucharki do tego, zwane ślazikami.
Prezentów nie było, bo Mikołaj 6 grudnia wszystko rozdał co miał. Przy piecu na koniec łupaliśmy orzechy laskowe własnoręcznie wczesną jesienią nazbierane.
Okruszki z obrusa wigilijnego razem z siankiem i opłatkiem ojciec wynosił do żywioły z życzeniami zdrowego roku.
Co do dań obowiązywała zasada: wszystko z wody, z lasu, z ogrodu, z pola.
Trzeba było wszystkiego spróbować, bo mogło nas ominąć jakieś szczęście, gdyby się czego nie spróbowało. Do dziś dnia nie cierpię śledzi w żadnej postaci, a i do ryby nie mam skłonności. Chociaz innym nie obrzydzam jadła.
Choinek się nie stawiało. W świętym kącie, zwanym pokuciem, przed wigilią ojciec stawiał dorodny snop żyta, zwany dziadem. a pod obrusem koniecznie dużo siana, a nie marne ździebełko. No i pod sufitem podłaźniczka albo pająk ze słomy, albo i to i to. Dopiero po pasterce, na stół wjeżdżały jakieś mięsne dania. Ale co do zasady, nie gotowało się nic wszystko miało być wcześniej gotowe. Przeważnie biło się wieprzka, i sporządzało się wyroby własnoręcznie. Kiełbasy, salcesony, pasztety, wątrobianki. Piekło się szynki i suszyło się polędwice i tylne szynki. Ale zawsze czekaliśmy na pieczoną babkę ziemniaczaną w grubym jelicie zwaną z wileńskiego wiadary, wiedarai.
Wigilie były smutne, My zostaliśmy z tamtej strony, bo było już po podziale Kresów, dzieci musiały chodzić do szkoły, nie było wolnego. Wolne było od 1 stycznia 1 tydzień, na koniec półrocza w szkole. No i obchody naszych świąt były nie mile widziane.
Cieszę się, że rodzice skorzystali z drugiego rzutu repatriacji, w 1958r.
Żartuję, że za to dziękować muszę Stalinowi, bo umarł, a potem Chruszczowowi, że nas wypuścił.
Zajęłam się jeszcze dzisiaj schodami bo w perspektywie mam jeszcze ubieranie choinki, stroiki no i jeszcze przed domem trzeba coś powiesić a czas ucieka.
Bez lisci ale kwitnie to prawda. Ma wyblakle kwiaty bo malo slonca, dni krotkie, jeszcze zalezy gdzie ja trzymasz.
Moja obecnie jest w stanie okropnym same łodygi z kolcami. Liscie oblecialy bo dlugo byla na balkonie.
Byle do wiosńy. Malo zdjec na tej stronie.
Szaro buro i ponuro trzeba rozjasnic.
Gwiazdy betlejemskie (poinsecje) to niezwykle popularne rośliny doniczkowe, którymi zdobimy nasze wnętrza w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia. Choć najbardziej znane są poinsecje o ciemnoczerwonych kwiatach, to w sprzedaży pojawiają się również odmiany kwitnące na biało, łososiowo, różowo czy cytrynowo. Dzisiaj dostałam odmianę kremową i troskliwie się nią zaopiekowałam.
Kilka zdjęć z mojego strojenia ogrodu. Dalej będę doskonalić nocne zdjęcia, albo wrócę do starego aparatu.
To najwyższa tuja 'Kórnik' obok jest ok 2 m.
Tu w grupie jest 9 szt, ale razem nie daję rady ująć, jedna gaśnie, druga rozpala się.
Czerwona wysoka, fioletowe 3 szt, jedna żółta i 4 białe zimny kolor.
3 łuki razem.
[img
Kule cisowe czerwone pod domem byle jakie zdjęcia.