Skoro wiatr hula i deszcz okiennice smaga, pokażę letnie wspomnienie z ogrodu ziołowego w Kuksie.
Kuks (jest o nim wątek na forum) to taka ciekawa perełka baroku czeskiego. Był sobie bogaty hrabia w 2 pokoleniu von Špork, miał pałac z ogrodem. I aspiracje oraz gest: utrzymywał teatr, zamawiał prace u najlepszych artystów, założył też szpital dla weteranów wojennych i przy okazji powstała pierwsza apteka w Europie. Pokażę odrestaurowany ogród ziołowy.
Dobrze, że mamy czołówki bo przynajmniej ze dwie godzinki dzisiaj wyrwaliśmy dla roślinek i tym sposobem magnolie, gunnera, kuningamia i kilka innych dostało zimowy kożuszek
Pamiętacie tego jegomościa
już rok minął jak za nami przyszedł, ależ ten czas napinkala
prawdziwy postrach gryzoni w tym szczurów
Bo ten z tyłu starszy i straszny leniuch
tylko do miski by zaglądał
i może lepiej bo jak zapolował na dziewczynki to miał spotkanie z samochodem ledwie się wylizał
Gabrysiu, miło Cię widzieć wirtualnie, choć to widzenie nie zastąpi realu.
Ja pytałam o Sissinghurst? Przecież byłam tam z Ta. Może faktycznie o coś pytałam ... .
Co do formalnienia - myślę, że to poniekąd konieczne, żeby mi się kwiatki nie "rozjechały". I mimo tych formalności ogród nie jest zasłonięty, wiatr hula. Moją pierwszą fascynacją ogrodową na długo zanim zobaczyłam ogrody angielskie był/jest Oudolf. I tak mi żal cisowych żywopłotów u niego.