Drzwi ocieplone od zewnątrz, może jutro siatka i klej
będą betonowe drzwi ha ha, chyba nikt takich nie ma
Upolowałam też szyldy do drzwi, których jeszcze nie ma bo nie ma pomieszczeń w których maja być, baaaa nie ma nawet budynku w którym maja być te pomieszczenia Ale szyldy są
i zrobiłam nam wcześniejsze mikołajki, kupiłam bólionówki na gratach
po pierwszym lakierowaniu
dziś było drugie już samych frontów, ale fotki nie mam
tu jeszcze mokre
w między czasie Emuś męczy się z taboretami
a ja grzebię w czeluściach szafy i wyciągam co mam
Taki kredens babcia miała, jak go kupowaliśmy był jaśniutki, ale wiadomo sosna więc ściemniał. Po drodze złapał kołatka i trochę dziurek niestety ma, ale nie mogąc się doczekać na naszego stolarza zabrałam się za niego sama. Tzn. zabrałam się zza to co mogę i na ile sił mi stykło
Docelowo chcę by pasował do całej kuchni więc będzie opalany i gałki zmieniamy na okucia
tu już szuflady wyjęte i gałki pozdejmowane
tak wyglądają szuflady
a to już po szlifowaniu
i opaleniu
Kilka dni później robię przymiarki do małej rewolucji na rabacie cienistej (płotki już zamontowane i pomalowane olejem spożywczym, od razu inaczej, brakuje jeszcze tylko maskownic na słupkach):
Rodgersje Bronze Peacock wreszcie dają oznaki życia, zamawiałam je w przedsprzedaży dawno temu i kurier dostarczył mi z pozoru puste doniczki , uff...
Ostatnia fotka Balleriny, co ma kwiatuszki niczym skrzydełka ważki. Finalnie nie dogadałyśmy się jednak, w następnym roku praktycznie całkiem zanikła, ale póki co cieszy me oko:
Z tej krótkiej chwilki przed pracą robi się całkiem duża przerwa, ale po prostu nie mogę się powtrzymać i trzaskam zdjęcia jak opętana, najwyżej posiedzę przed la ptokiem trochę dłużej po południu (patrząc na te fotki teraz przypominam sobie, co wtedy czułam ):
15 maj 2020
Już od jakiegoś czasu miałam możliwość pracy zdalnej, nie powiem, żebym wtedy jakoś szczególnie na to narzekała, wręcz przeciwnie
Odpalam powoli roboczego laptopa, a przez okno salonu dostrzegam taki oto widoczek- eM poprawia jeszcze przed pójściem do pracy ściski mocujące świeżo przyklejone panele do płotu (na tym etapie mogę z całą stanowczością stwierdzić, że wsiąknął w ogródkowanie tak, jak ja)
Dzień zapowiada się pięknie, rozpiera mnie duma patrząc na nasze tegoroczne dokonania, nie mogę się więc powstrzymać i chyłkiem pomykam chociaż na chwilę do ogrodu, żeby uwiecznić wstające słonko:
Mamy nasze pierwsze płotki! Pamiętam doskonale te wygibasy, które uskutecznialiśmy w sklepie budowlanym, zrobiliśmy dwuskładowy pociąg z wózków, ledwo je dotaszczyliśmy do kasy, powodując ogromny zator w przejściach między regałami :
W warzywniku teść posadził po raz kolejny swoje fioletowe pyrtofle:
W sadzie królują bzy, zawsze kojarzą mi się z dzieciństwem, moja prababcia miała kilka ogromnych okazów w swoim ogródku, mijałam je też w drodze do szkoły: