Modrzew, o który toczył się dyskurs został definitywnie dzisiaj wykopany i przewieziony do kąta

co by nie drażnił Danusi, która go nie lubi - i pewnie ma rację.
Zdziwiona byłam, że tak łatwo poszło, ma słabo rozwinięte korzenie i praktycznie po lekkim okopaniu, po pociągnięciu za pień sam wyszedł z ziemi.
Inkryminowany modrzew (aby go nie unicestwiać) poszedł w róg na końcu ogrodu i tam będzie teraz jego miejsce.