Działalności ciąg dalszy...
Dołek wykopałem na niecałe 30 cm głęboki. Tylko dlatego, że mam grunt nieprzepuszczalny i w takim przypadku sadzi się płycej.
Wyszła mi taka elipsa ok. 70 szeroka i 75cm długa.
Z boku sobie mieszałem. Zdecydowałem się na 1/3 gruntu rodzimego, 1/3 torfu 3.5-4.5 i 1/3 kory lekko przekompostowanej. Przyprawiłem to ok. 4 litrami piasku i kilogramem obornika granulowanego. Na dół wrzuciłem jednak keramzyt. Blisko 1 worek.
Bryły korzeniowej jednak nie wymywałem. Obawiałem, że za bardzo nasyfię, a niestety nawet do największego wiadra nie zmieściłbym jej. Miała blisko 60cm średnicy. Trochę więc ją podrapałem i ostatecznie kształ miała taki, jakby mała doniczka w środku i duży talerz na wierzchu.
Do przygotowanego dołka sypałem więc tak, żeby na środkowej bryle krzaczek stanął i wystawał jakieś 4cm ponad resztę gruntu. Potem wrzuciłem 40g mikoryzy pod "brzegi dywanu" i unosiłem je, a syn sypał wymieszane podłoże.
Na koniec została całość przykryta korą, a do konewki nalałem wody i za chwilę podleję.
3 nieduże woreczki starego podłoża wywiozłem, a ważył tyle, że trudno się je niosło. Grubo powyżej 25 kg.
Jutro rano biorę się za tego obok. Ciekawe czy uda się go uratować.