Jednak wygospodarowałam odrobinę czasu na ogród. Przycięłam róże, pierwszy raz tak krótko. Najgorzej oberwały Chopiny, mam nadzieję, że szybko wrócą do formy i poprzedniej wielkości.
Obraziłam się na moją magnolię, chyba znowu oszukała mnie z kwitnieniem. Tak liczyłam na kwiaty, część pąków urosła ogromne, a wygląda na to, że to tylko liście
Na pocieszenie zrobiłam zdjęcia maluszkom.
Sylwia! Czy ta róża powtarza kwitnienie i czy ma kolce? Wygląda tak, jak moja, tylko ta jest gęstsza, bardziej zwarta. Moja właściwie rośnie w lesie, pnie się po sosnach i brzozach, pędy długie na parę metrów.
Właśnie przez dwa dni ją wycinałam, bo strasznie zarosła. Zasiała mi się w wielu miejscach, niedługo nie dam jej rady.
U mnie z wapieniem ciężko, mam kilka kamieni wapiennych wprawdzie i brak pomysłu na nie, ale murku z nich nie postawię niestety, za mała ilość, za to luźnej gleby to u mnie na lekarstwo i to jest pewnie przyczyna....
Połowa ogrodu jest już posprzątana ( z dużą ilością rabat), wsadzone frezje,mieczyki, białe serduszka i przygotowany pod nowe róże. Jutro ciąg dalszy prac. Najwiecej pracy zostało przy cięciu lawendy. Jeszcze muszę kupić trochę lili. Ależ to przyjemna, uspakajająca praca.....
Większość dekoracji już skończona...