Marcin, Mrokasia, w sobotę wiało, ale było ciepło. Natomiast wczoraj to już Armagedon - zimnica, huragan, na zmianę czarno i słonecznie. Do 17.00 nie odważyłam się wyściubić nosa z domu, po czym uznałam, że dostanę zaniku mięśni od siedzenia na kanapie i ruszyłam na przechadzkę 8-kilometrową, uzbrojona w czapkę i ciepłą kurtkę

. Te ogromne różnice temperatur z dnia na dzień są absurdalnie częste ostatnio...
A dzisiaj rano woda w misie miała skorupkę lodu na wierzchu. Dobrze, że supertunie schowałam wczoraj do garażu. Ciekawe, kiedy będę mogła je posadzić i czy do tego czasu ich nie ususzę

.