Jakoś tak nie zostałam długo z tym radiem .
Aktualnie od długiego czasu preferuję Eskę Rock.
W ogrodzie natomiast nigdy nie słucham niczego poza śpiewem ptaków i szumem wiatru . Ogrodowanie to dla mnie rodzaj medytacji, skupiam się w pełni na tym co tu i teraz i poza tym nie myślę o niczym, osiągam stan nirwany .
Dzięki temu przestojowi mogę dalej lecieć z pieleniem . Ten chodnik powstaje na skutek spontanicznego pomysłu w Święto Pracy . Niech poczeka .
U Ciebie inna sytuacja, bo jesteś w trakcie zaplanowanej pracy.
Ja zostalam, doceniam za brak reklam, wszechobecni Barbara i Marian za zakupach RTV mnie wykańczają tak samo konkursy z walizkami, kuframi i innymi skrytkami.
Eski Rock aż tak dobrze nie znam.
Pięknie o połączeniu z ogrodem napisałaś. Ja również na co dzień najchętniej treli kolegi kosa słucham, a jeśli jak w ten weekend muzyka lub częściej podcast to zawsze w słuchawkach, bo wiem też od Was, jak uciążliwy może być sąsiad, który głośno słucha swojej ulubionej muzyki, która niekoniecznie jest też naszą ulubioną
Czasem jest ta ulubiona, ale niekoniecznie chcemy jej słuchać w tym momencie, w którym sąsiad .
Ten sam moment słuchania tej samej piosenki jest super doznaniem w aucie - gdy stoję na światłach śpiewając razem z radiem i widzę, że człowiek w aucie obok śpiewa to samo . Taką miłą wspólnotę wtedy czuję - uśmiechamy się do siebie, jesteśmy ziomkami, bo lubimy tę samą muzykę (i rozgłośnię puszczającą określony rodzaj muzyki) .
Judith, pracowity weekend. Ja sie opitalalam. No nie mam melodii do prac ogrodowych ostatnimi czasy. A zaczyna mi sie robic tloczno z roslinami do sadzenia, wolalabym skonczyc nim komary sie pojawia. Czekam na deszcz.
TARciu, Niechciej jest potrzebny - obszerniej na jego temat wypowiedziałam się u Ciebie .
Taaak, bardzo pracowity weekend . Wypieliłam cały ogród (no, poza jednym mniej istotnym miejscem, przy okazji się dokona), nawiozłam część ogrodu (byłby cały, ale nawóz się skończył, nowy ma przyjść we wtorek ). Podlałam najpilniejsze miejsca. Czyli zrobiłam to, co chciałam . Do tego szereg innych drobniejszych prac. Jestem bardzo zadowolona .
Wzięłam z Ciebie przykład i dokończyłam pielenie. Zaczęłam kłaść linie kroplujace. We wtorek dojedzie korą i będzie dosypki robić cały tydzień po pracy po godzince.
Cieszę się, że mogłam być inspiracją
U mnie przydałaby się przyczepka kory. Ale jakoś szkoda mi na nią kasy i tak cykam po kilka worków co miesiąc, nigdy nie mając jej tyle ile potrzeba .
U mnie jednak problemem jest kopiący pies. Nie kopie dołów, ale drze pazurami w stanie ekscytacji, często na rabatach, niestety... Efekt jest taki, że fajnie ziemia z kora się miesza, a jakże, ale walorów estetycznych brak... W ten sam sposób rujnuje mi kanciki, gadzina jedna najsłodsza .
Ja biorę drobną z olx . Jest workowana. Znalazłam najtaniej po 9 zł.
Teraz przyjedzie pierwszy raz od nowego dostawcy. I zobaczymy.
Poprzedni Pan mi woził kilka lat.
Myślę że to ostatni raz w większej ilości. Glównie muszę dosypać na Kortowa żeby się ziemia z czasem polepszała. Mam tam jeszcze twarda glinę bo to najmłodsza rabata.
Wzięłabym zrębki czy nawet trociny w większej ilości ale M nie chce. Mam współogrodnika to czasem muszę iść na kompromis.