W czasie piekielnego ukropu niepostrzeżenie nadszedł nowy okres budżetowy

.
Wszelkie prace ogrodowe były ostatnio poza horyzontem moich myśli, bo te skupiały się raczej na przetrwaniu

. A potem zapomniałam, że planowałam kiedyś jakieś zakupy

.
Wczoraj jadę sobie rowerkiem relaksując się przy fajnej pogodzie, aż tu nagle nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak znalazłam się przed moim lokalnym sklepem ogrodowym. Późnawo było, ale okazał się otwarty, zatem zawinęłam po kilogram proszku na mrówki. I co ja pacze?! - stoją sobie pęcherznice Magic Ball w liczbie sztuk 4! Te same, których szukałam bezskutecznie, te same, których nie było w mojej ulubionej szkółce, w której jest zawsze wszystko czego potrzebuję… A te se tu stoją niemal od moim nosem!

.
Tak się podekscytowałam, że zaczęłam chaotycznie opowiadać, że ach ach takich właśnie szukam, a akurat rowerem przyjechałam, a nie autem i że nie chcę ryzykować wioząc w koszyku a w ogóle to się w nim raczej nie zmieszczą itepeitede, aż pan litościwie przerwał ten potok słów pytając rzeczowo: ile sztuk odłożyć?

. Anioł!

.
Dzisiaj dzieć podjechał i odebrał

.
Ładne są

.