Wczoraj z powodu upału dało się wysiedzieć tylko w sadzie i brzeziniaku. Przycięłam żywopłot od strony ogrodu, a w brzeziniaku poprzycinałam rogownicę.
Dzisiaj zamierzałam poprzycinać formowany żywopłot od strony sąsiada. Dwa lata temu część tego żywopłotu wycięłam całkowicie, bo okazało się, że omyłkowo wsadziłam sadzonki leszczyny. Zostały dwa fragmenty- jeden dwumetrowy i jeden 6 metrowy. Po 20 minutach trafił mnie szlag. Nieformowane krzewy tak się rozrosły, że za cholerę nie dało się tam machać zmechanizowanymi nożycami do żywopłotu. Stwierdziłam, że nie mam ochoty walczyć z naturą i te formowane fragmenty po prostu wykarczuję.
Całkowitego karczowania w tym upale się nie podjęłam. W tym krótszym fragmencie ostały się 20 cm kikutki; wykopię je jesienią. W tym dłuższym musiałam przerwać prace, bo jakiś zmasowany atak os nastąpił.Podejrzewam, że w pobliżu mają gdzieś gniazdo. Muszę opracować strategię, bo zgonu nie zamierzam tam zaliczyć.
poczułam dużą ulgę po podjęciu tej decyzji.
Nauczka: nie dodawaj sobie trudnej pracy tam, gdzie możesz jej uniknąć. Formowane żywopłoty zakładaj tylko tam, gdzie będzie można je swobodnie przycinać. Odległości między roślinami z każdym rokiem zmniejszają się w postępie geometrycznym. Człowiek się starzeje!


Pojawił się nowy kolor lilii. Parę lat temu mnie przeraził, a teraz bardzo go polubiłam.
Później zakwitną jeszcze majtkowe różowe. Tych nie lubię, ale są z powodu dwóch zalet: zapachu i krótkiego kwitnienia. A potem w sierpniu zakwitną jeszcze białe.
Te miały szczęście, że posadziłam je w półcieniu, dzięki temu nie spaliło ich słońce.
Mogłyby być trochę wyższe, bo z tej strony rapsodia je niepotrzebnie maskuje.
Mam je też na podokiennej przy tarasie, ale tam pewnie szybko przekwitną z powodu gorąca.