Ha, a ja się u Ciebie zachwycam. Ty masz dar do kompozycji. Tak jakoś "samo" Ci to super wychodzi.
A ja ususzyłam miskanta, ładny egzemplarz, wielka szkoda. Trzeba go było wykopać, żeby posadzić magnolię. No i jakoś tak wyszło, że go nigdzie nie wkopałam.
Przez chwilę mam piękną brązową trawę, dorodną. (a piłka wala się po tych wykopaliskach już któryś rok, no nikt nie sprzątnie!)
Tu moje odkrycie: ubiegłoroczne nasionka kanny przywiezione z Węgier, nietylko wykiełkowały, ale też zakwitły. W tym roku też jadę do Heviz (ze względów zdrowotnych jeżdżę tam co roku) I już planuję kolejny wypad po nasionka, tym razem innych kolorów.
Podobnie wyhodowałam z nasion - teraz już duże krzaki - hibiscusy. Te nasionka są rewelacyjne
Palące słońce poczyniło szkody na ruderowej. Spaliło tawułki, które wyjątkowo pięknie zapowiadały się w tym roku, miały mnóstwo kwiatostanów. Nie mogę tego odżałować
A wyglądały tak jak te, które rosną ciut z boku i nie mają już tyle słońca